Wszystkie grzechy Mroczkowskiego

Gdy funkcję trenera w Widzewie obejmował Radosław Mroczkowski, nie miałem siły, by się zastanawiać czy działacze klubu podjęli słuszną decyzję. Widzew musiał wygrać w Ostródzie, by zapewnić sobie awans do II ligi i bardziej stresowałem się tą sytuacją niż wyborem nowego szkoleniowca.

Pewne obawy pojawiły się we mnie już po zwycięstwie ze Sokołem. Pamiętałem, że trener Mroczkowski już w czasach pierwszej pracy w Widzewie potrafił mocno wyrażać swoje zdanie, a z każdym rokiem trener miał być osobą, która zawsze musi postawić na swoim. Samo w sobie nie jest to złe, jednak gdy dodamy do tego szukania winy wszędzie, tylko nie u siebie, to wyjdzie nam mieszkanka wybuchowa, która potrafi zniszczyć wszystko wokół.

Zmiana w podejściu trenera miała nastąpić… w Widzewie. Na konferencji prasowej po przegranym meczu z Ruchem, trener Mroczkowski na pytanie o nadzieję na przyszłość odpowiedział: – Nie widać. Gdybym dziś miał wybór, to pewnie zrobiłbym nowy nabór, nowy okres przygotowawczy i spróbował jeszcze raz. Po części było to przyznanie się do winy i popełnionych błędów w trakcie bardzo ciężkiego okienka transferowego. Następnego dnia, gdy emocje opadły, trener zmienił swój ton mówiąc, że się nie poddał, jednak nie wystarczyło to do utrzymania posady. Kolokwialnie mówiąc – mleko się rozlało.

Zmianę w zachowaniu trenera można było odczuć już podczas jego pracy w Rakowie Częstochowa. Pierwsza runda w wykonaniu podopiecznych trenera Mroczkowskiego była doskonała. Raków awansował do baraży o I ligę (ostatecznie przegrali tę batalię z Pogonią Siedlce) i wszyscy liczyli, że kolejny sezon skończy się awansem do wyższej klasy rozgrywkowej. Niestety dla trenera, wszystko zaczęło się psuć. Nie chodzi tu tylko o wyniki, tylko również o atmosferę w szatni, jak i w klubowych gabinetach. Mroczkowski otrzymał (choć tak naprawdę wywalczył) większą swobodę w transferach, co zakończyło się sprowadzeniem Mielcarza, Kowala oraz Warchoła. Każdy z tych piłkarzy okazał się transferową wpadką, co często było wypominane trenerowi, gdyż proponowano mu innych zawodników. Dodatkowo trener w trakcie okresu przygotowawczego zaczął wpajać swoim podopiecznym dwa różne ustawienia, co zakończyło się tym, że piłkarze na początku sezonu byli kompletnie niezgrani (skąd to znamy?).

Po zwolnieniu z Rakowa trener Mroczkowski udzielił wywiadu częstochowskiej Gazecie Wyborczej. Fragmenty:

Właściciel Rakowa w wywiadzie dla naszego portalu powiedział, że „zabrakło wyników, a styl gry drużyny był bardzo słaby”. Zgadza się pan z tymi zarzutami, które zadecydowały o rozwiązaniu umowy?
– (…) Ciekawi mnie, co właściciel rozumie przez styl gry? Ja na pewno rozumiem to troszeczkę inaczej. Na pewno całe przygotowanie zespołu zaczyna się w gabinecie zarządzających klubem. Bo to są osoby, które muszą określić swoją filozofię. (…) Liderzy powinni brać na siebie ciężar odpowiedzialności i będą to robić, ale po pewnym czasie.

Wróćmy jeszcze do przedsezonowych transferów. Latem do Rakowa przyszło kilkunastu zawodników i zespół zmienił się nie do poznania. Aż tak radykalna przebudowa drużyny, która na zakończenie sezonu 2014/15 grała przecież w barażach, nie była chyba potrzeba?
– Z perspektywy czasu mogę się z tym zgodzić. Z tamtym zespołem wygrałem rundę rewanżową z przewagą trzech punktów nad kolejnym rywalem, dlatego trzeba było tylko uzupełnić kadrę. W czerwcu ustaliliśmy jednak z właścicielem i prezesami, że będziemy szukać zawodników o większym potencjale.

Jedyne do czego trener przyznał się w rozmowie to była nadmierna przebudowa zespołu. W kwestii stylu gry czy prowadzenia zespołu nie miał sobie nic do zarzucenia. Dodając dodatkowo konflikt z trybunami, odejście trenera wydawało się kwestią czasu. Kibice zarzucali trenerowi przekombinowanie taktyczne, brak pomysłu na wykorzystanie najlepszych zawodników jak i forowanie piłkarzy, których ściągnął w trakcie letniego okienka transferowego. Gdy pojawiła się informacja o zwolnieniu trenera Mroczkowskiego, korki od szampana wystrzeliły w większości częstochowskich mieszkań.

Podobnie wyglądało to w Nowym Sączu, dodatkowo doszedł jeden problem: wchodzenie w kompetencję innych osób. Przykładem może być sytuacja z Freddy Adu, która owszem, była patologiczna. Z tego powodu rozwinął się konflikt z rzecznikiem klubu, Marcinem Rogowskim. W wywiadzie dla Przeglądu Sportowego trener Mroczkowski powiedział takie zdanie: – Choćby sytuacja z Adu, pojechał po niego (Marcin Rogowski – przyp.), ani słowem mi o tym nie wspominając. A przecież widzieliśmy się i rozmawialiśmy codziennie. Następnego dnia w ostry sposób zwróciłem mu uwagę, że tak się nie postępuje i zrobił z klubu pośmiewisko.

I tak jak trener ma rację w kontekście samego transferu, tak rzecznik nie musiał tłumaczyć się szkoleniowcowi ze swoich działań, gdyż zostały one zlecone przez zarząd Sandecji, czyli swoich przełożonych. Dochodziły również problemy i otwarty konflikt z dyrektorem sportowym klubu z Nowego Sącza, Arkadiusza Aleksandra. Szkoleniowiec zarzucał włodarzom klubu, że wybrali dyrektora sportowego z przypadku. Napięcia na linii trener – dyrektor sportowy zaczęły się od momentu, gdy obaj panowie nie mogli dojść do porozumienia w sprawie transferów do klubu. Trener Mroczkowski chciał głębszego sięgnięcia do kieszeni i wzmocnienia zespołu, podczas gdy trochę inny pomysł na budowę zespołu miał Aleksander.

Oczywiście, trzeba oddać cesarzowi co cesarskie – awans do ekstraklasy wywalczony z klubem z „Sączersami” jest wielkim sukcesem trenera Mroczkowskiego, jednak końcowa część przygody z klubem to wielki konflikt z prawie wszystkimi w klubie. 

Wszystko to nie nastrajało mnie optymizmem. Tak jak wiedziałem, że trener Mroczkowski jest dobrym trenerem, tak bałem się jak na dłuższą metę będzie wyglądać Widzew pod jego wodzą. Pierwszym sygnałem ostrzegawczym dla mnie było poprzednie okienko transferowe. Nie chodzi o samą liczbę transferów – biorąc pod uwagę, że do klubu ściągnięto kilku młodzieżowców – ale sposób ich przeprowadzania. Trener robił wszystko, by transfery przeprowadzane były według jego wizji, nie tylko wchodząc w kompetencje dyrektora sportowego, ale negując ciekawsze pomysły Mirosława Leszczyńskiego.

Mroczkowski miał jednak zaufanie zarówno kibiców, jak i zarządu – cały czas pamiętano, że w ciężkich dla Widzewa czasach potrafił znaleźć solidnych piłkarzy za bardzo małe pieniądze. Lampka ostrzegawcza zapaliła mi się w momencie transferu Sebastiana Kamińskiego. Był to piłkarz, o którego zatrudnienie bardzo zabiegał Mroczkowski. Do tego stopnia, że w końcu trener dopiął swego i były zawodnik Bytovii Bytów trafił do Łodzi.

Problem w tym, że Kamiński w żaden sposób nie był zweryfikowany przez sztab szkoleniowy. Nie sprawdzono jego formy sportowej oraz fizycznej, można rzec, że był to kontrakt podpisany w ciemno. O dziwo, kibice z Bytowa nie rozpaczali po odejściu Sebastiana – według większości z nich, jedną z jego zalet (część twierdziła, że jedyną) są stałe fragmenty gry. W pewien sposób potwierdziło się to już w trakcie sezonu. Kamiński na boisku irytował swoją grą, zaś trener Mroczkowski usilnie dawał szansę piłkarzowi, który przyszedł z jego „namaszczeniem”. Dla kibiców Widzewa może być pocieszeniem to, że każdy występ Kamińskiego był zły lub tragiczny, więc szkoleniowiec RTS-u musiał odstawić byłego piłkarza Bytovii na boczny tor.

Swoją drogą: współpraca trenera Mroczkowskiego z dyrektorami sportowymi układała się zazwyczaj źle. Z Arkadiuszem Aleksandrem wiadomo jak było, nie było mu też po drodze z Mirosławem Leszczyńskim. Za chwilę w klubie będzie Łukasz Masłowski, który będzie odpowiadał za cały pion sportowy w klubie. Może to będzie pierwszy dyrektor sportowy, z którym trener będzie w stanie dłużej pracować? Oby.

Choć transfery wyglądały, jak wyglądały, przez większość rundy nie można było przyczepić się do wyników zespołu. Sama gra nie była porywająca, o czym trener najlepiej wiedział, przypominając o krótkim okresie przygotowawczym. Nie da się ukryć, że w tej materii trener miał sporo racji, dlatego nawet nieudana końcówka poprzedniej rundy była dla mnie w pewien sposób logiczną kontynuacją krótkiej pracy w trakcie przerwy między sezonowej.

W trakcie sezonu jednak trener udowadniał swoją upartość. Na początku odstawił na boczny tor Daniela Mąkę. Powód, dla którego lubiany przez kibiców piłkarz musiał grać w rezerwach, był prozaiczny – chodziło o miejsce zamieszkania. A dokładnie o to, że Mąka na treningi dojeżdżał z Warszawy. Daniel nie zraził się i w każdym meczu rezerw udowadniał, że zasługuje na miejsce choćby w meczowej osiemnastce. Trener Mroczkowski był jednak nieugięty – dopóki Mąka nie przeprowadził się do Łodzi, był skazany na grę w rezerwach. Swoją drogą, dziwi mnie w tej sytuacji upór trenera, bo Mąka nie jest pierwszym ani ostatnim zawodnikiem, który nie mieszka w mieście, w którym na co dzień trenuje. Oczywiście, dla samego sztabu szkoleniowego lepiej mieć piłkarza, który jest na miejscu, jednak nie powinno to mieć wpływu na jego miejsce w drużynie.

W międzyczasie w klubie pojawiało się coraz więcej głosów, że trener na wszystkich patrzy z góry. Mroczkowski miał w swoim czasie ustawiać większość swoich współpracowników „po kątach” oraz swoim zachowaniem pokazywać, że to Widzew potrzebuje jego, a nie na odwrót. Nie ma co się jednak dziwić – trzeba pamiętać, w jakim momencie został zatrudniony szkoleniowiec. Innymi słowy, w jaki sposób wejdziesz do klubu, w taki się zachowujesz. Widzew musiał ratować sezon, Widzew szukał na szybko trenera, trener Mroczkowski mógł podjąć się misji i podjął, ale na swoich warunkach.

W ostatnich kolejkach poprzedniej rundy coraz częściej padały słowa o umiejętnościach zawodników. Trener sugerował, że gdy piłkarzy dopadło zmęczenie, to uwidoczniły się braki czysto piłkarskie. Pomimo wielu transferów, cały czas trener sugerował, że są potrzebne wzmocnienia. Tak jakby trener Mroczkowski zapomniał, że kilka miesięcy wcześniej dostał piłkarzy, których chciał lub ich przyjście zaakceptował.

Dodatkowo trener znalazł sobie wroga – media. Na początku trenerowi nie spodobał się wybór piłkarza miesiąca. Następnie problematyczne były rozmowy z piłkarzami, by na końcu robić problemy fotografom. Tak jak trener wymaga ekstraklasowego profesjonalizmu od wszystkich w klubie, tak już ekstraklasowe standardy medialne mu przeszkadzały. Oczywiście, trener mógł sugerować, że chodzi o zdjęcie presji z piłkarzy, ale czy to nie on ją powodował, mówiąc co konferencję o brakach w umiejętnościach swoich podopiecznych? Jednak trener zawsze stawiał na swoim, więc nie było sensu z nim walczyć. Bardzo zaskoczeni byli piłkarze, którzy sami nie mogli udzielać wywiadów, a ich przełożony bardzo chętnie rozmawiał z pewnymi mediami.

Zimowa przerwa miała przynieść załagodzenie sytuacji i ostudzenie charakteru trenera. Niestety, już wigilia klubowa przyniosła spięcie – trener obrażony wyszedł z imprezy, zanim ona na dobre się rozpoczęła. Początkowo pojawiła się informacja, że powodem takiego zachowania było posadzenie trenera Mroczkowskiego obok osoby, z którą od dawna ma konflikt. Sytuacja jednak wyglądała kompletnie inaczej. Trener Mroczkowski został posadzony przy tym samym stole (okrągłym, a jak wiemy jest to oznaka równości wobec siebie) co wieloletni pracownik klubu, Darek Wojtaszewski. Ciekawą sprawą jest też początek tego konfliktu. Trener Mroczkowski jest obrażony na Darka, bo ten zabrał mu samochód służbowy, który był zapisany w umowie naszego szkoleniowca. Nie była to jednak samowolka Dariusza, takie polecenie dostał od swojego bezpośredniego przełożonego, Sylwestra Cacka. Nie przypomina wam to trochę sytuacji z Nowego Sącza, gdzie trener jest obrażony na współpracownika, który wypełnia polecenia swojego przełożonego?

Tak jak można było to inaczej rozwiązać przed samą wigilią, tak samo zachowanie trenera było bardzo dziecinne. Trener często mówił o komunikacji, tutaj sam zapomniał o tym i po prostu wyszedł obrażony na cały świat. Jedna z osób, związana z klubem, twierdzi, że szkoleniowca kompletnie wyprowadził z równowagi alkohol, który już miał być otwarty i pity również przez zawodników. Mimo wszystko, trener w obydwu sytuacjach powinien słownie zwrócić uwagę, powiedzieć, że coś mu nie pasuje, a nie ostentacyjne wychodzić z imprezy.

Zimowe okienko transferowe było gorące z racji możliwości odejścia szkoleniowca do Wisły Płock. W pewnym momencie pojawił się taki temat, nawet jeden z zaprzyjaźnionych z trenerem dziennikarzy miał taką informację, jednak by nie psuć ewentualnych rozmów, postanowiono jej nie ujawniać. W zamian pojawiła się informacja o możliwości przejścia trenera Mroczkowskiego do Śląska, gdzie szanse na taki ruch wynosiły blisko 0, gdyż szkoleniowiec Widzewa był bardzo rezerwową opcją. Także wilk syty i owca cała – szkoleniowcowi nie popsuto ewentualnych rozmów, zaś druga strona miała kliknięcia.

Profesjonalizm miał towarzyszyć drużynie podczas zimowych przygotowań. Sztab szkoleniowy podjął decyzję o nietransmitowaniu zimowych sparingów Widzewa. Nie były to w pełni zamknięte sparingi, gdyż kibice mogli się pojawiać na obiektach, na których rozgrywano spotkania. Spodziewałem się, że trener chce wprowadzić jakąś nowinkę taktyczną, która sprawi, że zespół będzie grać futbol nieosiągalny dla innych zespołów. Jak się okazało, trener przed światem skrywał taktykę 3-5-2, którą rozpowszechnił w Polsce Adam Nawałka podczas ostatnich Mistrzostw Świata (swoją drogą, bardzo nieudanych). Jaki sens mają otwarte sparingi, których nie mogą zobaczyć internauci? Szczerze mówiąc: nie wiem.

Mam pewne obawy, że następny okres przygotowawczy będzie w pełni zamknięty dla wszystkich, tak samo jak treningi. Oby tylko w tym rozpędzie zamykania sparingów i ograniczenia dostępu dziennikarzy do piłkarzy, trener nie utworzył nad piłkarzami ochronnego klosza. Tak samo na ten moment wygląda sprawa z kadrą meczową: chwilowo ma być ona trzymana w tajemnicy do ostatniego momentu. Tak jakby trener Mroczkowski mógł zaskoczyć czymś jakiegokolwiek rywala w naszej lidze. Patrząc na szerokość naszej kadry, kogo by do tej kadry nie wziął, Widzew i tak w większości spotkań będzie faworytem.

Wróćmy jednak jeszcze do okresu przygotowawczego – trener postanowił zwiększyć swoje zaangażowanie w walce z mediami (rzecz jasna tylko z tymi niezaprzyjaźnionymi). A to trener zasugerował, że kadra meczowa będzie podana, ale jeszcze nie wie, który serwis ją opublikuje, a to stwierdził, że zapewne nikt z mediów nie pojedzie oglądać sparingu Gryfa i będzie jak zwykle musiał wszystko robić sam. Można rzec, że trener w tych wojenkach czerpię z Sa Pinto – są tak samo groteskowe, jak u Portugalczyka. Choć zablokowanie rozmowy z nowym trenerem mentalnym było dla mnie czymś nowym, bo takie decyzje zawsze podejmowało biuro prasowe, a nie sztab szkoleniowy. Chyba, że trener otrzymał kolejny etat a się tym nie pochwalił.

W zimę trener otrzymał piłkarzy, jakich chciał, na jakich zasadach chciał (po raz kolejny). Miałem nadzieję, że Mroczkowski, po kolejnych wzmocnieniach nie będzie narzekał na brak umiejętności u swoich podopiecznych. Aż w trakcie konferencji po meczu z ROW-em trener rzucił standardowym „Gdybyśmy mieli więcej jakości…”. Są dwie opcje – albo trener zapomina, jak ma szeroką kadrę, jakich piłkarzy chciał w klubie, albo zapomina, na jakim poziomie rozgrywkowym jest Widzew. Co ciekawie, trener wspomina, po raz kolejny, o jakości a stara się wdrożyć taktykę 3-5-2, która, co pokazała reprezentacja, jest ciężka w zaadoptowaniu. Reasumując – mamy słabych piłkarzy, więc staramy się grać prostą piłkę, lub mam dobrych piłkarzy i uczę ich czegoś, co są w stanie pojąć.

Druga runda trenera Mroczkowskiego w Rakowie, to było punktowanie dzięki wyszarpaniu punktów lub dzięki indywidualnym popisom poszczególnych piłkarzy (w większości tych, których zastał już w klubie). W pierwszych dwóch spotkaniach wywalczyliśmy punkty po walce, dzięki akcjom piłkarzy, którzy byli w klubie przed przyjściem Mroczkowskiego. Ba, Mąka przez długi czas kisił się w rezerwach, Michalski przestał być pierwszym wyborem naszego szkoleniowca. Widać pewne podobieństwo.

Mam wrażenie, że doszliśmy do momentu, gdy trener uparcie, niezależnie od wyników, będzie stawiał na 3-5-2. Gdy przed meczem problemy zdrowotne zgłosił Filip, aż prosiło się o zmianę taktyczną. Wyjście Świderskim i Banaszkiem, napastnikami o podobnym profilu piłkarskim, było bardzo dziwne. Jestem w szoku, że trener, który fantastycznie przeczytał mecz w Ostródzie i swoimi zmianami wpłynął na losy meczu, tutaj popełnił taki błąd. Jak wspomniałem, może to być (oby nie) upartość.

Szkoda, że trener na konferencji nie powiedział prawdy: piłkarze jeszcze nie do końca dobrze czują się w systemie 3-5-2, jednak z każdą kolejką będzie to wyglądać lepiej (oby).

Kibice zastanawiają się, czy piłkarze grają przeciw trenerowi, bo ten ma ich nie chwalić na treningach. Z tego, co mi wiadomo – tak nie jest. Na pewno trener Mroczkowski nie stracił szatni, tak jak miało to miejsce w Rakowie czy w Sandecji, jednak takie zachowanie może mieć wpływ na morale piłkarzy. Jeden z trenerów z którymi rozmawiałem, zauważył, że w takiej sytuacji praca trenera mentalnego będzie naprawiać to, co psuje trener, notorycznie krytukując piłkarzy. Inaczej grasz, gdy wiesz, że nawet jedno twoje nieudane zagranie może skończyć się burą od trenera.

Pisząc ten tekst, zauważyłem niestety dużo podobieństw między Rakowem, Sandecją a pobytem w Widzewie trenera Mroczkowskiego. Faworyzowanie swoich piłkarzy – jest, brak przyznania się do błędu – jest, wchodzenie w kompetencje innych osób – jest. Obrażania się na współpracownika, który wykonuje polecenia swojego przełożonego – jest. Mam nadzieję, że ostatni punkt na liście nie będzie odhaczony (każdy domyśla się o co chodzi).

Nie chcę, byście odebrali ten tekst jako „hejt” na trenera. Wiem, że do szkoleniowca spływają wszystkie informacje oraz teksty, które są wrzucane na Twitterze. Mam nadzieję, że i ten zostanie przekazany i trener wyciągnie wnioski. Czasami dobrze zejść z chmur i zobaczyć kilka spraw w innym świetle. Lepiej teraz niż wtedy gdy będzie za późno.

Łukasz Karpiak

14
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
13 Comment authors
MaestroMikoAn AptadeushekGregor Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
marcin800@gmail.com
Gość
marcin800@gmail.com

3-5-2 …to chyba nie Nawałka wymyśli .Z tego co pamiętam to tym systemem zdobyliśmy w 1996 mistrzostwo Polski

Andrzej
Gość
Andrzej

Wtedy 3-5-2 to była klasyka z tego co pamiętam. 4-4-2 weszło jako system nowoczesny z wysoko i ofensywnie grajacymi bocznymi obroncami dublującymi bocznych pomocników…

Fanatyk
Gość
Fanatyk

Ale to było inne 3-5-2. Stoper jeden, a pozostali obrońcy na bokach, bez wahadlowych, a z typowymi bocznymi pomocnikami. W środku pomocy defensywny, środkowy i ofensywny.

Karpiu
Gość
Karpiu

Z tym 3-5-2 miałem na myśli, że po latach gry 4–4-2 i 4-5-1, trener Nawałka przypomniał tę taktykę, gdyż była baaardzo zapomniana. 😉

Zdiho
Gość
Zdiho

Napisałeś co chyba każdy wie i każdy boją się nawet myśleć.

Jarek
Gość
Jarek

Artykuł jest tak skonstruowany, że sprawia wrażenie tendencyjnego przeklepania plotek z różnych źródeł. Co do relacji interpersonalnych, nie jestem w stanie tego zweryfikować, ani też wartościować, czy postawa trenera jest słuszna czy nie. Natomiast co do taktyki Karpiu. Na jakiej podstawie twierdzisz, że system 3-5-2 się nie sprawdził? Zagraliśmy tak 1,5 meczu, z czego 1 wyglądał całkiem ok, nie było żadnych problemów z przesuwaniem. Poza tym to nie było 3-5-2 tylko asymetryczne ustawienie przechodzące płynnie w 4-4-2. Nawet Bartek Stańdo chwalił rozwiązania taktyczne na Waszym portalu. Z ROWem też nie widziałem problemów z funkcjonowaniem formacji, trudno straconą bramkę zrzucić na… Czytaj więcej »

Karpiu
Gość
Karpiu

Nie neguje jego fachowości (choć jestem sceptycznie nastawiony do 3-5-2), bardziej chodzi o problemy interpersonalne. Obejrzyj jeden mecz skupiając się na samej ławce rezerwowych – tu jest problem Mroczka oraz tego, że hmm jest bardzo kłótliwy. Dlatego po odejściu z Widzewa nie zagościł na dłużej w esie.

tadeushek
Gość
tadeushek

Były problemy z defensywą.Grając 3-5-2 powstała luka pomiędzy Gutowskim a Zielenieckim.Zielony często z przyzwyczajenia schodził bliżej środka obrony i tą lukę między nim a Gutkiem rywale wykorzystywali w ataku na naszą bramkę.

Wachos
Gość
Wachos

Dobre spostrzeżenie ciekawe jak to wszystko się skończy. 🙂

ArekP
Gość
ArekP

Prawda zawsze boli. Dobry tekst.

Gregor
Gość
Gregor

Wszystko ok, ale jedno mi tu nie pasuje. Z artykułu nie wynika, by trener miał jakichś „swoich piłkarzy”, na których rzekomo stawia. Padło tylko nazwisko Kamińskiego, którego już nie ma. Widzę raczej nieustanne i nieuzasadnione mieszanie w skladzie a’la Orest Lenczyk. Nie ma pewniakow. A jeśli są, to raczej ci sami, na których stawiali wcześniejsi trenerzy (Wolański, Zielu, Kristo)

An Ap
Gość
An Ap

Nie wspominasz o chyba najcięższym „grzechu” trenera, z którego wynika część pokazanych przez Ciebie problemów. Jest to coś, co go in minus odróżnia od Franciszka Smudy. Franz jest raptusem, uparciuchem, czasem ulegającym jakimś niezrozumiałym obsesjom (jak w przypadku Bogdana Jóźwiaka), ale w gruncie rzeczy jest facetem dość serdecznym. Facetem, który pozjadał być może wszystkie rozumy, ale jeśli miałby kogoś obsmarować czymś niemiłym, zrobiłby to z otwartą przyłbicą. Przy czym nie neguję faktu, że w czerwcu ubiegłego roku FS zapracował sobie na dymisję i decyzja o zatrudnieniu Mroczkowskiego była dobra.

Miko
Gość
Miko

Trener okrzyknięty u nas bez mała bogiem i wybawcą, a nie osiągnął w tym fachu nic znaczącego. Nieudane baraże w Rakowie i skłócenie się z innymi, awans z Sandecja z ligi, w której nikt nie chciał awansować i znowu kłótnia, kiedyś u nas też na świeżości pare pkt zdobytych a później zjazd i również kłótnie. Stawianie na durnych zawodników bez talentu, nie posiada tez zawodników, którzy pójdą za nim do innego klubu. Zamiast w szatni, to w mediach narzeka na zawodników. Ma wielkie przeświadczenie o swojej zakebistosci. W Ostródzie jazdy trener za wyjątkiem Smudy by ugrał awans, bo tam trzeba… Czytaj więcej »

Maestro
Gość
Maestro

Gratulacje Łukasz. Sprawdzilo sie w stu procentach!!

Z deszczu pod rynnę?

Stało się. Po wczorajszym meczu napisaliśmy, że mamy dość i jak się okazało - nie byliśmy w tym osamotnieni, bo...

… wszyscy, ale najpierw trener

"Mamy k*rwa dosyć". Przed oczami widzę transparent tej treści kibiców Lecha Poznań z ostatniej kolejki ubiegłego...

Zapobiec pobudce z ręką w nocniku

Praktycznie do końca marca karuzela trenerska się nie kręciła. Ten spokój trwał do zwolnienia Adama Nawałki, następnie...

Skończmy już ten toksyczny związek

Widzew to emocje. Widzew to centrum wszechświata. Widzew to nierozłączny element życia każdego z nas. Widzew powoduje,...

Oczy bolą, serce krwawi

Liczby są bezwzględne, ale nie kłamią i nie da się im zarzucić stronniczości. Dziesięć meczów, jedno zwycięstwo - w...