Widzew psuje się od głowy

„Tylko proszę nie pisać, że to jest ‚sranie w gniazdo’. Bo skoro okazałoby się, że już jest nasrane, to mamy do czynienia z oczyszczaniem, a nie zabrudzaniem!”

Mirosław Tłokiński

Pisząc pięć miesięcy temu niezbyt optymistyczny tekst „Bezkrólewie, bałagan, gra o tron – co tak naprawdę dzieje się w Widzewie?” na portalu ŁączyNasPasja w najczarniejszych scenariuszach nie wyobrażałem sobie, że obawy z tego artykułu spełnią się do tego stopnia i że znajdziemy się w takim miejscu… 

Jest źle. Kwestia awansu nie jest w naszych rękach, a przecież to od promocji do wyższej ligi zależy to, czy cały rok będzie można uznać za stracony, a kilkanaście milionów złotych podczas niego wydanych – za spalone w kominku. Może gdyby niemal wszystko (oprócz Widzew TV) co związane z klubem „grało” tak, jak Widzew w meczu z Olimpią Grudziądz, niepowodzenie można byłoby skwitować hasłem: „taki jest sport”? Bo można przegrać, gdy widać walkę, zaangażowanie, chęć zwycięstwa. Widzew zagrał z Olimpią jedno z lepszych spotkań wiosną i gdyby tak grał przez całą rundę – wygrałby większość zremisowanych spotkań, a awans świętowalibyśmy w kwietniu. Dlatego skwitowano to środowe starcie wymowną, przeraźliwie smutną ciszą, z którą opuściło stadion większość zgromadzonych w Sercu Łodzi kibiców.

Podobnie ma się sprawa z gabinetami. Gdyby „na górze” był plan, rozsądek, ład, spokój i zalewający wszystkich dookoła optymizm – być może w przypadku niepowodzenia można byłoby być smutnym, a nie wściekłym. Cały rok 2019 (i nie tylko!) nie pozwala jednak – zarówno sportowo, jak i organizacyjnie – na skwitowanie czegokolwiek ciszą. Tu należą się gwizdy. 

Tytułowy „bałagan” sprzed pięciu miesięcy to nic w porównaniu z tym, jaki obecnie panuje wewnątrz klubu. 

Końcówka minionego października. Widzew wygrywa z Ruchem Chorzów 3:1 na wyjeździe. Jest liderem, który ma za sobą serię siedmiu wygranych meczów z rzędu. Ma też sześć punktów przewagi nad wiceliderem, a ta nad kreską oznaczającą awans wynosi aż 11 „oczek”. Pamiętam, jak z innymi kibicami uśmiechaliśmy się, że jest… za nudno. „No ile można tak wygrywać?”, pytaliśmy retorycznie, bo przecież na co, jak na co, ale na nadmiar zwycięstw kibic RTS w nowożytnej historii narzekać nie może.  

Teraz jedyne pytanie, jakie kołysze się w głowach wszystkich widzewiaków brzmi: „Jak można było to tak spierdolić?”. Wybaczcie wulgaryzm, ale powiedzieć, że Widzew to „zepsuł”, „zmarnował”, „stracił” – to nie powiedzieć nic. Nie wiem, czy istnieją dobre powody do bluźnierstw, choć jeśli tak – to widzewska wiosna jest jednym z nich. I to nawet, jeśli ostatecznie w niedzielę jakimś cudem awansujemy! Wypuszczenie z rąk olbrzymiej przewagi, skazanie się na łaskę i niełaskę rywali, przy takich okolicznościach – to kryminał, którego napisanie nie śniło się w najczarniejszych snach. 

No właśnie: JAK?!

Na to pytanie jest wiele odpowiedzi, a kilka z nich już na tym portalu zamieściliśmy. Drużyna była fatalnie przygotowana do zimy, winnego (Michał Chmielewski) znaleziono i ukarano. Za jednym zamachem zrobiono to też z niektórymi zawodnikami, choć trudno powiedzieć by zesłany do rezerw np. Mikołaj Gibas miał wpływ na jakikolwiek wynik, bo wiosną zagrał w sumie 22 minuty. Zwolniono też Radosława Mroczkowskiego, czego część kibiców żałuje. Trudno mieć jednak do takiej decyzji jakiekolwiek pretensje. Jacek Paszulewicz co prawda strażakiem okazał się mizernym, bo pożaru nie ugasił ani trochę (w przypadku braku awansu jego długi kontrakt będzie można rozwiązać bez kosztów), ale to nie on podłożył ogień. Palić zaczęło się wcześniej…

Kibic Widzewa ma prawo wiedzieć, co się z jego ukochanym klubem działo, dzieje i dziać będzie. Dlatego postaram się napisać prosto i chronologicznie:

Gdybym miał odpowiedzieć na pytanie: od kiedy zaczęło się w Widzewie psuć?, musiałbym się cofnąć dość daleko w przeszłość. Październik 2016 roku, dwa pechowe remisy w ostatnich sekundach meczu z Jagiellonią II oraz ŁKS-em, wreszcie – pierwsza od 33 spotkań! – porażka i pożegnanie z Marcinem Płuską, a nieco wcześniej również odsunięcie od władzy ówczesnego Zarządu. Jest takie powiedzenie: „jak chcesz uderzyć psa – to kij się zawsze znajdzie”. Szukano już po udanym starcie sezonu III ligi, ale kij przyniósł sam Marcin Ferdzyn, wykonując nieszczęsny przelew na 40 tysięcy złotych w czwartek, a oddając pożyczoną kwotę w poniedziałek. 

Na jego zaangażowaniu w Widzewie ucierpiała jego firma? Włożył w klub swoje pieniądze i czas, a pieniądze – pożyczane również przez innych – oddał szybko? To prawda, ale jednocześnie – nieważna, bo tego robić nie powinien. Inna sprawa, że wokół tej pierwszej władzy po Reaktywacji narosło sporo legend i mitów. Nie czas i miejsce na wyjaśnienia, ale np. krytykowana z każdej strony umowa ze sklepem – bo rzeczy lifestylowe przynosiły klubowi tylko 30% zysku – nie była niekorzystna z prostego powodu: klub nie ponosił w związku ze sklepem żadnych kosztów. W czasach, gdy stawano przed dylematami: zapłacić piłkarzom czy ZUS-woi?, to miało niebagatelne znaczenie. Dodajmy też, że ten procent z np. koszulek meczowych, które generowały lwią część zysków, był zdecydowanie większy. Inna polityka sklepowa, już prezesa Klementowskiego, czyli kupno produktów i zatowarowanie sklepu (np. grami, które leżą w magazynie) okazała się raczej nietrafiona. Do funkcjonowania placówki sprzedażowej kibice też mieli wątpliwości: brakowało popularnych rozmiarów czy produktów sezonowych w odpowiednim… sezonie. Jak już zboczyliśmy z tematu: teraz też było ze sklepem małe zamieszanie. W grudniu znaleziono nowego zarządzającego sklepem, którego zaś nowy wiceprezes w marcu zwolnił ze stanowiska kierowniczego. 

Poruszana była też kwestia budżetu – Widzew miał ponad 200 tysięcy złotych długu „po Ferdzynie”. Nikt nie dodaje, że ustalany przez ówczesny Zarząd budżet na cały sezon obejmował w planach również wiosnę na nowym stadionie i wpływy z karnetów, które miały być sprzedawane wcześniej, ale ostatecznie w listopadzie – po perturbacjach związanych z użytkowaniem stadionu – tych pieniędzy nie było. Ustalając plan wydatków, pp. Ferdzyn i Krakus uwzględnili w budżecie optymistyczną wersję… pięciu tysięcy sprzedanych karnetów. Sprzedało się trzy razy więcej. Czy tamten budżet zostałby spięty, a o zadłużeniu nie byłoby mowy – niech każdy odpowie sobie sam. 

Moim skromnym zdaniem: wtedy zaczęło się psuć po raz pierwszy. Padła pierwsza kostka domina, która „położyła” kolejne. 

Jesień kończy Tomasz Muchiński, wyniki ma katastrofalne, Widzew kończy 12 punktów za liderem. Wiosną mówi się o próbie awansu, ale raczej nie robi się nic pod tym kątem, bardziej rozpatrując wejście do wyższej ligi w przyszłym sezonie. Dlatego zdziwiony zwolnieniem był Przemysław Cecherz, choć padł ofiarą dwóch rzeczy: derbów, w których w końcówce nie zaatakował, a w efekcie nie awansował do II ligi, a także nowego właściciela. Ten roztaczał wielkie wizje, ale skończył na zrealizowaniu małych marzeń, zatrudniając na miejsce Cecherza Franciszka Smudę. 

Umowa z firmą Murapol, jej założenia i to, co działo się przez rok panowania Michała Sapoty i spółki to temat na osobne opowiadanie. Można przyklasnąć temu, że Stowarzyszenie zagwarantowało sobie wówczas 21% akcji czy brak zmian w newralgicznych dla Widzewa sprawach (herb, barwy itd.), ale już opcja, w której właściciel wycofuje się po roku, praktycznie bez konsekwencji, po zrobieniu sobie ogromnej reklamy na klubie – to strzał w kolano. Dobrze, że po wszystkim podpisano umowę sponsorską i udało się wyjść z tego z twarzą.

Straconego pod niemal każdym względem roku nikt Widzewowi jednak nie odda. Zakończonego rzutem na taśmę awansem, ale ten poprzedzony był miesiącami organizacyjnego marazmu i rozdawnictwa (gigantyczna nie tylko jak na czwarty poziom rozgrywkowy wypłata dla Smudy i jego sztabu, ponad sto tysięcy złotych na same tylko prowizje menedżerskie za Przybylskiego i Stanka). Wtedy wydawało się, że murapolowych pieniędzy. Że nowy właściciel buduje klub na swoją modłę. Okazało się, że z budowy zostało niewiele. 

Awans do drugiej ligi i fiasko mariażu właścicielskiego sprawiło, że jesień Stowarzyszenie postanowiło dźwignąć na swoich barkach. Prezesem spółki pozostał Przemysław Klementowski, który tym razem decydował już o losach spółki sam, nieprzegłosowywany większością w trzyosobowym Zarządzie z Michałem Sapotą i Jarosławem Matusiakiem w roli wiceprezesów. O kulisach tamtej jesieni pisałem w „Bezkrólewiu…”, do którego odsyłam (link: TUTAJ). Po pięciu miesiącach można ze smutkiem stwierdzić, że wiele rzeczy z tamtego tekstu – nawet najbardziej wówczas abstrakcyjnych – się sprawdziło. Między innymi to, że „nie brakuje głosów mówiących o tym, że piłkarze raczej nie będą umierać za trenera. Ten dał do zrozumienia niejednokrotnie o potrzebach wietrzenia szatni czy braku jakości w drużynie, która – według kilku osób będących blisko zespołu – za trenerem nie stoi”. Kto wie, czy jeszcze ważniejsze nie jest to zdanie:

„Wydana lekką ręką nadwyżka finansowa może spowodować, że już w czerwcu jej nie będzie”.

Niestety, pieniądze nie rosną na drzewach, a jeśli musisz wielu osobom zapłacić pensję czy odprawę – to generuje koszty. Niektóre muszą być w takim klubie jak Widzew ponoszone, bo wynikają z organizacji meczów czy też walki o pierwszą ligę. Nie wszystkie jednak były niezbędne. Bo czy potrzebny był wydatek na nowych prezesów, którzy w skali roku kosztują klub ok. pół miliona złotych? Dwie osoby, na stanowiskach dotąd nieopłacanych, a doliczyć przecież musimy nowego dyrektora sportowego (ponad ćwierć miliona rocznie na warunkach drugoligowych), wielu nowych piłkarzy (kilku z nich z pensją ponad 20 tysięcy złotych miesięcznie), których zimowe transfery nie były tylko wolnymi – za kilku piłkarzy trzeba było dodatkowo zapłacić.

Czy Widzew stać było na transfery gotówkowe i potrzebny, acz kosztowny rozrost struktur (oprócz prezesów doszedł trener mentalny, trener przygotowania fizycznego…)? Pokaże to bilans spółki za rok 2019. Zagrożenie, że Excel zaświeci się na czerwono, jest dość duże. Mówi się o tym, że z poduszki finansowej zostawionej przez poprzedni Zarząd w postaci 4,8 miliona złotych zysku z poprzednich dwóch lat zostało niewiele. Niektórzy mówią „ponad milion”, niektórzy – że nic. Twarde dane będą odpowiedzią, pytać jednak warto…

Czy Przemysław Klementowski był prezesem idealnym? Czy był drugim Ludwikiem Sobolewskim? Zdecydowanie nie! Popełnił błędy: związanych ze sklepem, kilkoma kontraktami, umową z Murapolem czy gałęzią marketingową. Tak duża nagonka medialna na niego wydaje się jednak niesprawiedliwa. Pisanie o tym, że „upadł mit prezesa oglądającego każdą złotówkę”, kiedy wcześniej pisało się o tym, że skąpi na transfery i przyklaskiwało wydatkom na letnie zakupy Mroczkowskiego (które kosztowały klub połowę pieniędzy zarobionych na karnetach) jest trochę nie fair. Odszedł, bo nie chciał się podpisać pod pomysłem wydania sporych pieniędzy zimą. Miał wady, ale rozrzutność nie była jedną z nich. 

Zapomina się o tym, że za Mroczkowskim wtedy stanęła Rada Nadzorcza, której przedstawiciele „wpadli” do biura prezesa Klementowskiego i zażądali transferów, na które „przecież są pieniądze”. Trenera poparły wtedy media, a o niedokonanych transferach (ostatecznie: jedenastu) pisały zarówno Widzewiak, jak i Gazeta Wyborcza. O tym, że po kilku latach od Reaktywacji finansowe zapasy klubu na trzecim poziomie rozgrywkowym, przy takich przychodach, mogą wynieść niewiele lub nic – napisać już nie raczyli. Szkoda. 

Wracając do sedna: nie wykluczam, że zmiany w zarządzaniu były potrzebne. Już w styczniu na konferencji prasowej zapytałem pp. Brzezińskiego i Stamirowskiego jednak: czy te zmiany nie powinny być przygotowane? Czy, jeśli były konieczne, nie lepiej było je zrobić latem?

Remigiusz Brzeziński… przyznał mi rację i stwierdził, że to nie oni są adresatem tego pytania, bo to Zarząd złożył rezygnację, a Rada Nadzorcza nikogo nie wyrzuciła. Tomasz Stamirowski stwierdził, że gdyby wiedział miesiąc czy dwa miesiące wcześniej, szukałby nowego prezesa (swoją drogą, od momentu rezygnacji PK do wspomnianej konferencji prasowej minęło… niemal dwa miesiące, a nowego szefa Zarządu poznaliśmy kolejny miesiąc później). Fakty są jednak następujące: wywarto duży nacisk na Zarządzie, jego ówczesny prezes nie chciał zgodzić się z inną polityką funkcjonowania klubu, w efekcie czego zrezygnował. Wydawało się, że Stowarzyszenie z Radą Nadzorczą dopięli swego – tym większa szkoda, że po fakcie wyglądali, jakby nie mieli planu B. 

Co z tego wyszło? Jakie są efekty?

Sportowo ulepszanie czegoś, co nieźle działało wiosną przyniosło opłakane skutki. Grzebanie w taktyce, wymiana wielu dość ważnych, a przede wszystkim zgranych ze sobą w jesiennej rundzie ogniw (Kozłowski, Sylwestrzak, Kazimierowicz, Zuziak, Falon, Świderski) dało rezultat odwrotny od zamierzonego. Być może to dziwne, bo przecież Kato czy teraz Wolsztyński to piłkarze klasowi. Indywidualnie – pewnie lepsi. Drużyna jako organizm przestała jednak funkcjonować.

Ponadto po kilku miesiącach profesjonalizacji klubu ten „przejadł” sporą sumę pieniędzy, która nie zagwarantowała ani polepszenia wyników, ani nawet ich utrzymania. Trudno dyskutować z liczbami: gdyby nowa, ulepszona po zimie drużyna zdobyła choć połowę punktów z rundy jesiennej – świętowałaby pewny awans… Zaliczono spektakularny, w pewnym momencie nawet rekordowy (pod względem remisów), potężny zjazd. Za to ktoś musi wziąć odpowiedzialność i mało obchodzi mnie, że takową rozmyto zatrudnieniem (Bogu ducha winnych?) nowych prezesów. 

Kto ponosi odpowiedzialność? Ten, kto rządzi – czyli STOWARZYSZENIE. Ludzie blisko związani z Widzewem mówią, że w tej organizacji przydałoby się trochę świeżej krwi, bo zmęczenie i brak determinacji – tak potrzebnej w takim klubie jak RTS – widać gołym okiem. Mówi się, że Stamirowski z Brzezińskim o władzę nie walczyli na śmierć i życie, a raczej podnieśli ją z ziemi. Woli do burzy mózgów, a przede wszystkim do huraganu działań w Stowarzyszeniu nie było. Raczej podejście: „Chcecie rowerek? To bierzcie i pedałujcie”. 

Warto przede wszystkim kibicom powiedzieć: kto rządzi Widzewem? W tym momencie jest 23 właścicieli wchodzących w skład Stowarzyszenia. Ich nazwisk (Stamirowski – prezes, Brzeziński, Walczak, Furmaniak, Głowacki, Klementowski, Lambrecht, Leszczyński, Pietrasik, Malesa, Głowacki, Barański, Gasiński, Musierewicz, Figlewicz, Markwant, Wyrwas, Tłokiński, Krajewski, Leśniak, Marciniak, Drabik, Tomczak) bodajże nikt nigdy nie ujawnił.

Co ciekawe, w Stowarzyszeniu nie ma żadnego z czterech rządzących Widzewem po jego reaktywacji (Ferdzyn, Krakus, Waranecki, Syguła). 

Jeśli w Widzewie ma dojść do gruntownych zmian – muszą zostać one zapoczątkowane właśnie w Stowarzyszeniu, w którym kiedyś składka miesięczna wynosiła 1700 złotych, a dziś to tylko „stówka” miesięcznie. Wszystkim, którym po tej informacji zapaliła się lampka z napisem „a może ja…”, tonujemy nastroje. Aby zostać przyjętym przez Stowarzyszenie, trzeba mieć poparcie zdecydowanej większości obecnych członków. 

Na ten moment wydaje się, że najlepszym wyjściem byłaby rozsądna sprzedaż Klubu. Nie udało się Bońkowi, nie udało się Stowarzyszeniu za pierwszym razem – może uda się teraz? Do trzech razy sztuka, a funkcjonowanie na obecnych zasadach raczej się wyczerpało. 

Nie chodzi o to, by szukać haków i niszczyć ludzi, tak jak zrobiono to w poprzednich „zamachach stanu”. Można oczywiście zapytać: czy to prawda, że firma p. Brzezińskiego sponsorująca Widzew (Inkaso WEC) za swój pakiet sponsorski, obejmujący m.in. miejsce na koszulkach pierwszej drużyny, płaci kilka razy mniejszą kwotę rocznie od innych sponsorów z najwyższej kategorii?

Tylko pytać! Bo nie o to chodzi, żeby kogoś obrzydzić, zgnoić, zdeptać. Obrzucanie łajnem ludzi, którzy dla Widzewa poświęcili swój czas i majątek, to jakieś nasze, widzewskie kuriozum. W tym piekiełku posuwamy się trochę za daleko. Można mówić wiele o Ferdzynie, Klementowskim, Brzezińskim czy Stamirowskim – ja do nich, mimo wad, mam szacunek. Włożyli serce, sporo pieniędzy (bez Stamirowskiego?) oraz czas w nasz ukochany klub. Praca jednego mogła się podobać bardziej, innego mniej. Popełniali błędy, za te błędy byli lub są rozliczani. Jedynym problemem jest to, że niektórzy niesprawiedliwie, a niektórzy – wcale. 

Jedno jest pewne: obecny układ trwać nie może, bo jest nieefektywny.

Miał naprawiać i profesjonalizować, a jest coraz gorzej. Zepsuł, nawet jeśli nie działało jak w szwajcarskim zegarku. Nie budzi zaufania, bo zdarzało mu się kłamać kibiców w oficjalnych oświadczeniach (patrz: Kapka czy Peszko). Nie zapewnia akceptowalnego stosunku jakości do ceny, jaką Widzew ponosi. Nie wiem, co wymyślił i jakie decyzje podjął Sztab Kryzysowy, który debatował po ostatnim meczu z Olimpią w składzie: Brzeziński, Stamirowski, Masłowski, Kosiorowski, Kaczorowski, Jędraszczyk oraz… Malesa i Głowacki.

Honorowym wydaje się jednak poddanie jego części do dymisji, jeszcze lepszym – znalezienie odpowiednich następców, a najlepszym: kupców.

Do momentu sprzedaży: potrzeba Widzewowi szefa. Jednego, poważnego, odpowiedzialnego, zaufanego, mającego pełnie władzy, najlepiej majętnego, który swoją osobowością wzbudziłby szacunek i posłuch wśród wszystkich pracowników. Każda firma, a już zwłaszcza ta piłkarska potrzebuje Numeru Jeden. Nie korporacyjnego (nie)ładu, a głowy widzewskiej rodziny. Od niej psuje się ryba, od niej trzeba zacząć naprawę Widzewa. Głowy takiej, którą po określonym czasie będzie można albo ściąć, albo nałożyć na nią koronę. 

Bartłomiej Stańdo

32
Dodaj komentarz

avatar
23 Comment threads
9 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
31 Comment authors
Juridr. SztrosmajerSławekAndrzejBKRIS Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
DBWA
Gość
DBWA

Dobry tekst, chociaz smutno sie to czyta…

wolo
Gość
wolo

może nie jest jak w Wiśle gdzie tam kibice rozwalili swój klub , ale widać że ludzie mający w sercu Widzew nie poradzili sobie i faktycznie czas na zmiany !

Marcin
Gość
Marcin

Chłopie jeszcze byś chciał żeby było u nas ja w Wiśle, tam szybko wyciągnięto wnioski i wdrożono plan naprawczy. Ja nie wiem dla czego gdzie indziej są mądrzy ludzie którzy potrafią, a Widzewie wokół którego jest tyle wspaniałych ludzi, nic się nie udaje. Dlaczego tak jest?

lewiatan137
Gość
lewiatan137

W Wiśle się udało bo są ludzie z kasa której nigdy by kibice nie zebrali a wiec nie mogą się wpieprzać w zarządzanie klubem bo odetną kasę i A klasa.

Adam
Gość
Adam

Wisła to nie był raczej układ mafioski?

Tomasz
Gość
Tomasz

Bardzo dobry tekst, gratuluję. Tłokiński jest w stowarzyszeniu?

Zygmunt
Gość
Zygmunt

Świetny artykuł Bartek. Popieram!

Wario
Gość
Wario

I to jest tekst. W samo sedno, spokojnie i z przesłaniem.
Proponuje każdemu teraz porównać go z tym żenującym wpisem stowarzyszenia kiboli na WTM.
Stańdo, chłopie – czapki z głów!

Looker
Gość
Looker

Rozum zawsze musi kroczyć przed sercem .Piłka nożna to twardy business i tylko siłą rozpędu nie osiągnie się zamierzonego celu.Grajmy do końca a przyszły sezon niezależnie od jego poziomu rozgrywek przyniesie rozsądne zmiany dokonane z chłodną głową RTS !

Pawel
Gość
Pawel

brawo, niby nie sra się we własne gniazdo, a ja powiem rak wcześnie wykryty…

Bart
Gość
Bart

Bardzo potrzeby tekst. Ciekawe ile osób z posiadaczy karnetów zrozumie ten artykuł. Krzyczeć każdy potrafi

Andrzej
Gość
Andrzej

Brawo Bartek zawsze wysoki poziom!Może bądź ta świeża krwią w Stowarzyszeniu!

bystry
Gość
bystry

„Fakty są jednak następujące: wywarto duży nacisk na Zarządzie, jego ówczesny prezes nie chciał zgodzić się z inną polityką funkcjonowania klubu, w efekcie czego zrezygnował. ” zalecam więcej rzetelności dziennikarskiej, klementowski „zrezygnował” bo RN prosiła od ponad 2 miesięcy o dokumenty których przedstawić nie chciał a trupy z szaf do dziś wypadają,

chmielu_87
Gość
chmielu_87

Ze swojej strony bardzo dziękuję Ci Bartek za powyższą rozprawkę. W dużym stopniu rozjaśniasz strukturę władz klubu co powinno być jasne jak słońce dla każdego przeciętnego kibica, a do tej pory nie było.
Co do sprzedaży klubu potencjalnemu nabywcy to uważam, że może nie być to takie proste. Podejrzewam, że pewnym członkom Stowarzyszenia może być ciężko oddać władzę/wpływy/przywileje…
Oby coś drgnęło bo w innym wypadku szlag może trafić całą reaktywację NASZEGO Klubu.
Z widzewskim pozdrowieniem!

rafal
Gość
rafal

Wiekszosc tego co napisales tez jest moim pogladem mimo tego ze nie znam az tak dobrze wszystkiego od środka to jakas inteligencje posiadam i przezylem juz troche lat na tym swiecie i wiem na czym co polega. Zabraklo tylko ogolnego podsumowania ze tak czeste zmiany zawrowno na pionie zarzadzajacym Widzewem jak i sportowym doprowadzily do bardzo nieprzyjemnej sytuacji w jakiej znalezlismy sie my kibice. Wszystko to w tekscie jest tylko w tak rozwinietej wypowiedzi jest i powinno byc podsumowanie. Mnie jest przykro ze przy tak ogromnych kosztach, na zadnej plaszczynie nie osiagamy profesjonalizmu i celow ktore powinny byc oczywiste. Poza… Czytaj więcej »

Pablo
Gość
Pablo

Plus brak szacunku dla starych zawodnikow RTS. ..
Mysle ze Mirek Tlokinski to czlowiek ktory byłby w stanie pomoc RTS tylko trzeba o to poprosic…

dr. Sztrosmajer
Gość
dr. Sztrosmajer

Czy Ty wiesz co piszesz? Mirek Tłokiński, jako jedyny ze starej gwardii współpracował z Cackiem i obsmarowywał dupę Bońkowi.

Marcin
Gość
Marcin

SUper tekst. Święta prawda.

Sławek
Gość
Sławek

Czas na zmiany był juz wcześniej , a tych przebierańców z zarządu należy zamienić na facetów z jajami i naprawdę znających sie na Piłce Nożnej .

kobi
Gość
kobi

Brawo, bardzo dobry tekst, pozdrowienia z Opola!!!

Tom
Gość
Tom

miało być tak pięknie a wyszło jak zwykle 🇦🇹❤️🇦🇹

Jarek
Gość
Jarek

Bardzo dobry artykuł, niestety wszystko wygląda jak scenariusz filmu sensacyjnego, ale analizując to co się działo z tekstem niestety trzeba przyznać że to wszystko o czym myśli jedna osoba, podobnie postrzegane jest przez innych. Takie polskie piekiełko że standardowymi przykładami zawiści i zwalczania się na wzajem w zestawieniu z walką o władzę i pieniądze. Przykre, że na tych nieprzemyślanych posunięciach traci wizerunek klubu, że śmieją się z nas. Patrząc no wszystko obiektywnie, klub który wygrywa i przechodzi wyżej, jeszcze niedawno był na skraju bankructwa był w stanie zbudować lepszą technicznie drużynę (albo nie rozwalić) tych dobrze działających trybików. Innym przykładem… Czytaj więcej »

Krzysztof
Gość
Krzysztof

Panuje bajzer i będzie jezeli nijzagorzalsi kibice spod zegara nie zrobią z tym porządku.Do dzieła chłopaki w was nadzieja!!!Tylko Widzew Rts!!!

AndrzejB
Gość
AndrzejB

Niech jeszcze raz zaproszą Misia…ale nie, on nie może teraz wychodzić…

Sławek
Gość
Sławek

To że Widzew jest gdzie jest to właśnie wina tych kibiców spod zegara co próbowali ustawiać Cacka ale on się nie dał i pokazał co potrafi.

Maciek
Gość
Maciek

Tekst momentami trochę dziwny. Uzasadnianie że Klementowski oszczędzał budżet przy wydatkach z zeszłego roku to dla mnie jakaś manipulacja faktami. Ja nie mam nic do Przemka ale to on firmował Murapol i te wszystkie dziwne ruchy Sapoty. Rozdmuchiwanie pensji piłkarskich, prowizji menadżerskich i co gorsza sztabu szkoleniowego zaczęło się własne wtedy. Bronisz Klementowskiego atakując stowarzyszenie za dokładnie to samo. Jakieś personalne kwestie? Koncept że należy koniecznie sprzedać Widzew słaby rozbity i w II lidze pominę bo i tak nie będzie komu jednak taka transakcja była by raczej strzałem w kolano. Znowu zaprzeczamy swoim chęciom bo piszemy o stabilizacji i problemach… Czytaj więcej »

KRIS
Gość
KRIS

Ja tu widzę wymienienie wielu wad PK z zaznaczeniem że nie warto go opluwać, podobnie jak ferdzyna, Brzezińskiego czy pewnie w domyśle też Stwowarzyszenie

Maestro
Gość
Maestro

Gratulacje za artykul. Szukalem czegos o PK i dowiedzialem sie, ze byl dobrym prezesem. Tak mi sie wydawalo. Pytanie o budzet 14 milionów. To za kadencji PK roztrwoniono. Tak czy nie? Nie znalazlem tez jednoznacznej odpowiedzi czy Mroczkowski ponosi cala wine za runde wiosenna? Dlaczego druzyna funkcjonowala jesienią?

Gregor
Gość
Gregor

Doskonala analiza sytuacji naszego klubu. Szkoda, ze sa marnotrawione pieniadz na nic, szkoda, ze nie korzysta sie z b.pilkarzy Wielkiego Widzewa, ktorzy maja ten niepowtarzalny widzewski charakter. Tacy ludzie jaj Sobol i Wronski rodza sie na kamieniu, ale tylko raz na 100 lat. Takich nam potrzeba, ale czy sie znajda? Bardzo bym chcial, bo kibicuje RTS od 1975 roku.

Juri
Gość
Juri

Z tych 23 nazwisk to wyklarowało się 6-8 osób z którymi Widzew ma sporą szansę osiągnąć zakładane cele. Trzeba się tylko z nimi ponownie dogadać. Kibicom obniżyć o te chociaż 5% cenę karnetów/biletów(bo oni akurat nie zawiedli) i cisnąć. A tak pół żartem to tych piłkarzy co mają problemy kadriologiczne(z sercem do Widzewa😝) to bym też pożegnał. Trener solidny z 1ligi wystarczy, byle lubił rodzinę WRWE.

CZYTAJ INNE:

Z deszczu pod rynnę?

Stało się. Po wczorajszym meczu napisaliśmy, że mamy dość i jak się okazało - nie byliśmy w tym osamotnieni, bo...

… wszyscy, ale najpierw trener

"Mamy k*rwa dosyć". Przed oczami widzę transparent tej treści kibiców Lecha Poznań z ostatniej kolejki ubiegłego...

Zapobiec pobudce z ręką w nocniku

Praktycznie do końca marca karuzela trenerska się nie kręciła. Ten spokój trwał do zwolnienia Adama Nawałki, następnie...

Skończmy już ten toksyczny związek

Widzew to emocje. Widzew to centrum wszechświata. Widzew to nierozłączny element życia każdego z nas. Widzew powoduje,...

Oczy bolą, serce krwawi

Liczby są bezwzględne, ale nie kłamią i nie da się im zarzucić stronniczości. Dziesięć meczów, jedno zwycięstwo - w...