Słodko-gorzkie Walne

Marek Hłasko pisał: „Czasami nie chodzi o to aby zmieniło się na lepsze. Najczęściej chodzi o to aby zmieniło się na cokolwiek”. Z taką dozą zrezygnowania pomieszanego z myśleniem życzeniowym do Walnego Zgromadzenia Członków Stowarzyszenia RTS podchodziła znaczna część kibiców Widzewa Łódź. Tuż po zakończeniu sezonu było wiadomo, że datę 31 maja trzeba zakreślić czerwonym kółkiem w kalendarzu, bo wtedy miało dość do poważnych zmian w klubie. Czy doszło?

Według naszych informacji, które jako pierwsi opublikowaliśmy na naszym profilu na Twitterze (zaobserwuj nas: TUTAJ), siedmioosobową Radę Nadzorczą mają tworzyć: Remigiusz Brzeziński, Maciej Malesa, Wiesław Cholewa, Tomasz Figlewicz, Leszek Bohdanowicz, Radosław Domagalski-Łabędzki oraz Władysław Puchalski. Docelowo Zarząd spółki, który tworzą obecnie Jakub Kaczorowski i Piotr Szor, zasilić ma również Tadeusz Arłukowicz. Wybrano również nowego prezesa Stowarzyszenia RTS, którym przestał być odsunięty również od Rady Nadzorczej Tomasz Stamirowski.

Na pierwszy rzut oka widać, że spróbowano połączyć wodę z ogniem. Czy ta mieszanka okaże się wybuchowa?

Zastanawia na przykład, jak będzie wyglądać współpraca Kaczorowskiego z Szorem? Ten drugi wstrzymał się z decyzjami do Walnego, nie podpisując się pod podpisywanym w kontrowersyjnych okolicznościach kontraktem z trenerem Zbigniewem Smółką. Jego podpis nie widniał również w podsumowaniu sezonu w prezentacji PDF, o jakości której trudno mówić w samych superlatywach. Widać było wyraźnie, że obaj są po dwóch różnych stronach barykady. Ta Kaczorowskiego w piątkowy wieczór się nieco rozsypała, choć na fotelu prezesa pan Jakub się utrzymał.

I to pomimo tego, że jego odejście wydawało się być przesądzone (niewykluczone, że w tej kwestii jeszcze się coś zmieni). Zakontraktowanie trenera dzień przed Walnym rozzłościło kilku członków Stowarzyszenia, choć oczywiście nie wszystkich, bo ówczesny prezes Tomasz Stamirowski, jak i będący członkiem SRTS Remigiusz Brzeziński byli obecni (jakżeby inaczej?) przy podpisaniu umowy ze Smółą. Nowego szkoleniowca ogłoszono oficjalnie, choć w nocy rozeszła się niepokojąca wieść, śmiało kandydująca – mimo sporej konkurencji – do miana żenady miesiąca. 

Okazało się bowiem, że kontrakt z trenerem Smółką jest… nieważny. Widniał bowiem na nim tylko jeden podpis członka trzyosobowego Zarządu, a wymagane są dwa. Takowego nie chciał złożyć Szor, a Tomasz Jędraszczyk – jak można usłyszeć od kilku niezależnych od siebie, będących blisko Widzewa osób – zrobił to dopiero następnego dnia, po czym… zrezygnował z posady. Kulisy jego odejścia można nazwać dość tajemniczymi.

Zgodnie ze starą prawdą o tym, że sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą – piersi do wypinania orderów po awansie nie zabrakłoby z pewnością, natomiast już z wzięciem odpowiedzialności za klęskę jest problem. Niezależnie od okoliczności, Jędraszczyk koniec końców zrobił coś, na co nie zdecydował się ani prezes Zarządu, ani prezes Stowarzyszenia, ani przewodniczący Rady Nadzorczej: honorowo podać się do dymisji (takiej prawdziwej, bez kolejnego cyrku z dyspozycją…) w obliczu niezrealizowania celu, którego osiągnięcie wydawało się niemal oczywiste, a ewentualna klęska – swego rodzaju sztuką.

Ostatecznie z całej wymienionej wyżej trójki podziękowano póki co tylko Tomaszowi Stamirowskiemu. Swoją drogą jest on kolejnym (po Marcinie Ferdzynie i Przemysławie Klementowskim) bliskim współpracownikiem Remigiusza Brzezińskiego, który kończy rządy w Widzewie przy jednoczesnym pozostaniu kompana za sterami widzewskiego okrętu. Nie dam sobie ręki uciąć, że Stamirowski jest z tego faktu zadowolony…

Wracając do sedna: to, że udało się przełamać status quo duopolu rządzącego w 2019 roku Widzewem jednak z pewnością można uznać za plus Walnego Zgromadzenia. O tym, że klub psuje się od głowy pisałem już na stronie, zadawałem też pytania samym zainteresowanym na konferencji prasowej i nie ma sensu, bym się powtarzał. Nie chodzi bowiem o gnojenie tych, którzy poświęcili swój czas lub pieniądze dla łódzkiego klubu, ale jednocześnie nie można też nie rozliczać ludzi, którzy wiele tych widzewskich pieniędzy przez swoje decyzje stracili. Czy sezon 2018/19 można uznać za stracony? Tak. Czy miliony wydane w nim można uznać za stracone? Tak. Czy ludzie odpowiedzialni za ten stan rzeczy powinni ponieść konsekwencje? Niestety, tak… 

Czy ponieśli? Remigiusz Brzeziński wciąż jest w Radzie Nadzorczej, choć to również nie było przed Walnym Zgromadzeniem oczywistością. Ba, jeśli bukmacherzy ustalaliby kursy przed zebraniem na to, czy dotychczasowy przewodniczący Rady Nadzorczej pozostanie u sterów – takowe byłyby raczej wysokie. Na samym Walnym nie brakowało różnicy zdań, choć ostatecznie, nie bez walki, udało się Brzezińskiemu przeforsować swoją kandydaturę. Jak podkreśliłem na konferencji, szacunek prawnikowi z kancelarii Inkaso WEC za włożony wkład finansowy należy się jak psu buda. I tak jak jego obecność w Radzie można jeszcze przełknąć, tak wypadałoby przekazać klubowe pryncypia i decydujący głos w najważniejszych dla klubu sprawach komuś innemu. 

Brzeziński i Kaczorowski to niejedyne nazwiska, które wzbudzają wśród nowych władz kontrowersje. Często wspominane przez kibiców w komentarzach jest też to Macieja Malesy – kojarzonego z założeniem drużyny TMRF, której był trenerem, podobnie zresztą jak rezerw po reaktywacji klubu w 2015 roku. Obecnie szkoli jedną z juniorskich drużyn. Jest też przedstawicielem Stowarzyszenia Fanatycy Widzewa, któremu można zadać pytanie: czy utożsamia się z tekstem zamieszczonym na portalu widzewtomy.net „Festiwal Żenady”, w którym Władysława Puchalskiego nazwano „mendą” i „jednym z największych szkodników i intrygantów w najnowszej historii klubu”? 

Tego samego Puchalskiego, obok którego zasiądzie w Radzie Nadzorczej. 

W tej pozostaną Tomasz Figlewicz i Wiesław Cholewa. Prawdopodobnie za największy pozytyw Walnego Zgromadzenia należy natomiast uznać to, że znajdzie się w niej m.in. Leszek Bohdanowicz, profesor Uniwersytetu Łódzkiego, który od lat jest aktywnym kibicem Widzewa Łódź i który wzbudza duże pokłady zaufania czy szacunku. Ciekawie wygląda również osoba Radosława Domagalskiego-Łabędzkiego, który w latach 2016-2018 był prezesem zarządu KGHM Polska Miedź, a ostatnio powołany do zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Jest bliskim współpracownikiem premiera Mateusza Morawieckiego, a jego kandydatura politycznie równoważy związki z Platformą Obywatelską kandydata na prezesa, Tadeusza Arłukowicza. 

Obu panów łączy jednak Widzew i miejmy nadzieję, że polityki w tym wszystkim będzie niewiele, a pracy na rzecz klubu – bardzo dużo. Tej do wykonania zostało bowiem tyle, że czasu na drapanie się po głowie raczej długo nie będzie. Co wyniknie z tego zderzenia ognia z wodą? Czy w tym, na pierwszy rzut oka: szaleństwie, jest metoda? I czy proces sprzątania bałaganu, który wylewał się już drzwiami i oknami, zakończy się na generalnym remoncie, czy też może poprzestanie na ścieraniu kurzy?

Bartłomiej Stańdo

10
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
1 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
10 Comment authors
Karmelowe Czipsy z SeremAndrzejBMaciej SamuelMarcinDaniel Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
tadeushek
Gość
tadeushek

Walne pokazało,że panowie zarządzający Widzewem tylko ładnie mówią,a jak trzeba podjąć konkretne decyzje to już lipa.

maverick1974
Gość
maverick1974

Świetna robota. Bartłomieju tak trzymaj

Mateusz Kisiel
Gość
Mateusz Kisiel

Bartek znowu dobry tekst.
Pozdrawiam

Widzewiak
Gość
Widzewiak

Z tekstu można wywnioskować, że Tadeusz Arłukowicz jest ciągle powiązany z PO. Prawda jest taka,że jest to już odległa przeszłość i sam o tym wspomniał, ze się od tego odcina bo pewne wartości i ideały którymi się kiedyś w PO posługiwano rozmyły się.

koko95
Gość
koko95

zmian dokonano sporo a to jeszcze nie koniec. Uważam że niektórzy komentatorzy popadli w skrajność przeniesienia całego ciężaru odpowiedzialności na stowarzyszenie z piłkarzy i sztabu szkoleniowy. Kto biegał po boisku… chyba nie tabelki w Excelu. Widzew leży organizacyjnie i to trzeba naprawić ale nie to zawiniło w ostatnim sezonie. Kultywowany od samego początku restartu Widzewa olewczy stosunek do profesjonalnego pionu sportowego mającego spójną kontrolę nad transferami i strategią maści się z każdym sezonem to wina głównie klementowskiego i murapolu.

Daniel
Gość
Daniel

To kto decyduje o wyborze trenera?
Dyrektor sportowy?
Czy „kompetetni „ludzie ze stowarzyszenia?

Marcin
Gość
Marcin

Serwus Bartku .
Robisz to coraz lepiej, tak trzymaj.
Z Widzewskim pozdrowieniem
Marcin

Maciej Samuel
Gość

od Ciebie to się przynajmniej można czegoś dowiedzieć

AndrzejB
Gość
AndrzejB

No właśnie. Panie Bartku kiedy jakiś komentarz do bieżących wydarzeń…? Chyba że celowo cisza do poniedziałku….

Karmelowe Czipsy z Serem
Gość
Karmelowe Czipsy z Serem

Gdzie Pan jest Panie Stańdo?!
To miała być taka ładna kontrofensywa do tego żałosnego WTM, gdzie tylko nudne teksty spisane na kolanie, kumoterstwo, cenzura i żywa komuna 🙁
Wrócić proszę i dołożyć do pieca swoim ciętym piórem!

CZYTAJ INNE:

Z deszczu pod rynnę?

Stało się. Po wczorajszym meczu napisaliśmy, że mamy dość i jak się okazało - nie byliśmy w tym osamotnieni, bo...

… wszyscy, ale najpierw trener

"Mamy k*rwa dosyć". Przed oczami widzę transparent tej treści kibiców Lecha Poznań z ostatniej kolejki ubiegłego...

Zapobiec pobudce z ręką w nocniku

Praktycznie do końca marca karuzela trenerska się nie kręciła. Ten spokój trwał do zwolnienia Adama Nawałki, następnie...

Skończmy już ten toksyczny związek

Widzew to emocje. Widzew to centrum wszechświata. Widzew to nierozłączny element życia każdego z nas. Widzew powoduje,...

Oczy bolą, serce krwawi

Liczby są bezwzględne, ale nie kłamią i nie da się im zarzucić stronniczości. Dziesięć meczów, jedno zwycięstwo - w...