„Nie róbcie z niego gwiazdy”. Dlaczego?!

Bardzo słaby mecz z ROW-em Rybnik został uratowany przez bramkę Mateusza Michalskiego, który wszedł z ławki i wykorzystał dobre dośrodkowanie innego rezerwowego, Marcina Pieńkowskiego. Po meczu miał udzielać telewizyjnego wywiadu, ale go nie dokończył. Z tunelu wywołał go Radosław Mroczkowski, który „ściągając” go ze ścianki zapytał dziennikarzy, czy zamierzają teraz ze skrzydłowego Widzewa zrobić gwiazdę?

Na pierwszy rzut oka wygląda to dobrze: trener rządzi twardą ręką i nie pozwala na wiele zawodnikom, ale już drugie, trzecie i każde kolejne spojrzenie każe złapać się za głowę. Od kiedy po przegranym (bo za porażkę można uznać czwarty z rzędu brak zwycięstwa w Sercu Łodzi) meczu ktoś staje się gwiazdą po kilku słowach do kibiców? Podkreślam: do kibiców, zarówno tych 17 tysięcy na stadionie, jak i kilkudziesięciu tysięcy obserwujących Widzew i ściskających za niego kciuki za pośrednictwem internetu, telewizji czy prasy. Wywiadu udziela się dziennikarzowi, ale to tylko pośrednik między zawodnikiem a osobami, które za niego ściskają kciuki. 

Trudno uznać za brylowanie w mediach udzielenie kilku słów komentarza na temat tego, dlaczego się nie udało. Można byłoby zarzucić któremuś z piłkarzy, gdyby wdział jakimś Big Brotherze czy innym telewizyjnym show (przypomina się przyśpiewka kibiców Polonii Warszawa z Radkiem Majdanem w tle: Ch*j z wynikami, wygramy Taniec z Gwiazdami!), ale nie wtedy, gdy ze spuszczoną głową tłumaczy się z niekorzystnego rezultatu. Nawet jeśli strzelił w tym meczu bramkę. 

Wątpię, by Michalskiemu od trzech minut rozmowy na pomeczowe pytania odbiłaby woda sodowa – zwłaszcza, że takich rozmówek w Widzewie przeżył już kilkadziesiąt. Gdyby miał wybierać, pewnie wolałby się udać do szatni, wziąć prysznic i jechać do domu. Problem polega na tym, że kibicom Widzewa coś się od drużyny należy. Na wyniki liczyć nie mogą (siedem punktów w ostatnich siedmiu meczach!), od pięciu miesięcy nie cieszyli się z wygranej na własnym stadionie, właśnie oglądali wyrób meczopodobny zakończony remisem z ostatnią drużyną w tabeli (trzy punkty w siedmiu meczach, w tym jeden na Widzewie). Kilka słów wyjaśnienia to żadne gwiazdorzenie. Raczej psi obowiązek. 

Kolejne spojrzenie rodzi pytanie: dlaczego z piłkarzy Widzewa ma się nie robić gwiazd?

Nikomu ze starszych kibiców nawet przez myśl nie przejdzie, by któregokolwiek z obecnie grających piłkarzy zestawić z Bońkiem, Smolarkiem, Citką, Surlitem, Młynarczykiem, Tłokińskim, Wragą, Kostrzewińskim i innymi wielkimi piłkarzami, którzy tworzyli legendarne drużyny Widzewa. Nie pomyśli o tym nawet przez milisekundę. Słowo „gwiazda” dla kibiców Widzewa to poprzeczka ustawiona tak wysoko, że przeskoczyć ją jest bardzo trudno. Zapewniam, że nie da się tego zrobić jedną bramką, jednym punktem z ROW-em Rybnik, ani tym bardziej krótką rozmówką po meczu. 

Na stadion Widzewa przychodzi jednak mnóstwo osób, którzy bohaterów potrzebują jak tlenu. Którzy mają w telewizji Ronaldo, Messiego i Lewandowskiego, ale przychodzą do Serca Łodzi, by po raz kolejny krzyknąć, że zdobywcą pierwszej bramki dla Widzewa jest Mateusz… – Michalski! Potrzebują mieć kogoś, z kim będą mogli się utożsamiać. Dla kogo będą chcieli przyjść ponownie za tydzień, dwa czy miesiąc, a w konsekwencji za rok, dziesięć i trzydzieści lat.

Z kogo robić gwiazdę, jeśli nie z Michalskiego? Jeśli nie z chłopaka, który sprowadzony został jeszcze wtedy, gdy prezesem był Marcin Ferdzyn, a trenerem Marcin Płuska? Który strzelał mnóstwo bramek jako skrzydłowy zarówno na Milionowej, jak i na nowym stadionie przy Piłsudskiego, w derbach na al. Unii i z Legią II Warszawa, ale też w miejscowościach takich jak Ostróda, Wołomin czy Nowe Miasto Lubawskie? Który pomimo napływu kolejnych piłkarzy, transferów, zmian trenerów czy prezesów wciąż jest najlepszym strzelcem Widzewa? I najlepszym asystentem, odstawiając konkurencję o pięć punktów w klasyfikacji kanadyjskiej (dwanaście, drugi Daniel Mąka – który też jest świetnym przykładem charakteru, umiejętności i niedocenienia – ma tych punktów siedem). 

Nie twierdzę, że Michalskiego trzeba wywyższać czy stawiać na tronie. Można po prostu szanować tak, jak na to zasłużył. Nigdy nie będzie gwiazdą dla „starej gwardii”, ale może być bohaterem dla młodej. W drugiej lidze będzie to Michalski, może w Lidze Mistrzów Krzysztof Piątek, ale w obecnej rzeczywistości takie deprecjonowanie piłkarzy czerwono-biało-czerwonych czy też odcinanie ich od mediów, czyli w prostej linii od kibiców nie ma żadnego sensu. 

Kolejne spojrzenie: dlaczego piłkarze Widzewa mieliby nie czuć się gwiazdami na tle rywali? Dlaczego mieliby nie czuć się lepsi od tych, z którymi grają? Dlaczego mieliby nie mieć przewagi psychologicznej, która uspokajałaby ich grę, eliminowała proste błędy wynikające z presji, czyli tego słowa, od którego robi nam już się niedobrze? Dlaczego na to, że rywale przed meczem piją krew nie mieliby wyciągać z buzi oblizującym ruchem jakiejś kości? 

W boksie przed walką na oficjalnym ważeniu następuje moment, w którym obaj pięściarze stają naprzeciw siebie i patrzą w oczy. Wielu z nich mówi, że to bardzo ważny element każdego pojedynku, choć odbywa się długo przed nim. Naturalny, ludzki instynkt pozwala wówczas wyczuć, że rywal się boi, jest niepewny siebie, ma w oczach strach. Intuicja to nic innego niż umiejętność czytania cudzego ciała i intencji. Mierzenie się wzrokiem ma za zadanie zastraszyć przeciwnika zanim jeszcze do walki dojdzie. W futbolu taki moment przypada w tunelu, tuż zanim 22 zawodników wyjdzie na plac gry. Kazimierz Węgrzyn opowiadał kiedyś, jak na Wembley przed meczem Anglia-Polska gospodarze krzyczeli w tunelu. Pewnym siebie i bardzo donośnym głosem zdradzali, co zrobią z biało-czerwonymi po wejściu na murawę. Jeden z Polaków, w otoczeniu samych angielskich tenorów i słów na „f”, cieniutkim i piskliwym głosem zdołał wydobyć z siebie: „Panowie! Na nich!”. Gospodarze nie musieli znać polskiego, by wewnętrznie wybuchnąć śmiechem. 

Już wtedy wiedzieli, że żadna krzywda im się na meczu nie stanie. Z rywalami Widzewa jest może nie tak samo, ale podobnie.

Publika, przy której być może grają pierwszy i ostatni raz w życiu tylko ich motywuje, dodaje skrzydeł. Piękna murawa, fajny stadion, otoczka – to wszystko sprawia, że przeciwnicy wznoszą się na wyżyny. Dodatkowo widzą, że piłkarze Widzewa w ten obrazek nie do końca się wtapiają. Żeby nikt mnie źle nie zrozumiał: nie mam prawa narzekać na brak zaangażowania ze strony graczy z herbem RTS na piersi. Piłkarze walczą i biegają ile tylko mogą, a na wcielanie w życie innej opcji nie pozwoliliby im kibice. Starają się, ale nie wychodzi, choć umiejętnościami często indywidualnie biją na głowę swojego vis a vis z drużyny przeciwnej. Czegoś jednak brakuje. Może pewności siebie?

Zatrudniony został trener mentalny, ale czy jego praca nie idzie na marne, gdy ci sami piłkarze na konferencji prasowej po raz kolejny słyszą o braku swojej jakości? Jeśli nie mogą udzielić pomeczowego wywiadu, bo to może im przewrócić w głowie? Dario Kristo to dobry wybór na kapitana, bije od niego charyzma, charakter i wola walki, ale on sam tego nie uniesie. Cała drużyna musi czuć, że razem może przenosić góry. A nawet jeśli czuje już teraz – pokazać to i faktycznie przenosić. 

Góry w drugiej lidze nie są najwyższe na świecie, ale i na takich da się spaść jeśli nie dojedzie odpowiednia mentalność zwycięzcy. Nawet kosztem tego, że jeden czy drugi faktycznie poczuje się jak gwiazda. Trenera w tym rola, by gwiazdę ujarzmić i zmusić do pracy, a nie odbierać jej ten status lub za wszelką cenę nie dopuszczać, by się tą gwiazdą stała. Nawet jeśli mówimy tylko o gwieździe trzeciego poziomu rozgrywkowego w Polsce. 

Widzew to klub, w którym mają grać właśnie gwiazdy. Tego chcą trybuny, tego wymaga historia. 

Bartłomiej Stańdo

10
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
10 Comment authors
WarioadminmerridDominJarek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Zdiho
Gość
Zdiho

Mówiłem w sobotę.
Dobra robota 👏👏🇦🇹👏👏

mikro
Gość
mikro

Na jesień i pod koniec zeszłego sezonu wkurzał mnie Michalski i chętnie go bym z klubu wtedy pogonił, no cóż takie chwilowe zaćmienie. Do jasnej cholery, to jest nasz najlepszy ofensywny zawodnik od czasów reaktywacji, robi dobre liczby, może i po karnych, no ale za to też w sumie są punkty. Czasem ślepo biegnie do tej końcowej linii i się nie rozejrzy, ale to nie liga mistrzów i można mu to wybaczyć. Przyszedł tutaj w 3 lidze i do tej pory, żaden specjalista nie sprowadził do klubu lepszego zawodnika do formacji ofensywnej, a kasy z okienko na okienko mamy co… Czytaj więcej »

ArekP
Gość
ArekP

Nie przesadzajmy, zostawmy piłkarzy i niech robią swoją robote. Jak patrze na media klubowe i całą tą otoczkę to widzę że więcej mówimy o otoczce a nie o piłce. Wyników nie ma, gra słaba, Michalski strzela gola i pokazuje jakieś dziwne gesty, więc nic dziwnego że trener reaguje w taki sposób. Z jednej strony krytykujemy piłkarzy, a z drugiej po jednej bramce dajemy im oskary. Tp jest druga liga, Widzew powinien gryźć trawę, a widzimy co sie dzieje . Jeśli piłkarzom nie pasuje trener to tym bardziej powinni pokazać swoj charakter, bo graja dla siebie i o swoja przyszłość. Jak… Czytaj więcej »

Andrzej
Gość
Andrzej

No właśnie…co to za gesty wykonywał Michalski po golu? Że niby plac mu się należy?

tadeushek
Gość
tadeushek

Trener czasami przesadza.Nie wpływa to dobrze na atmosferę w drużynie.Jak ważne są relację pomiędzy trenerem a drużyną mamy najświeższy przykład Realu czy Bayernu.Trener z grajkami powinien zasiąść w naszym pubie przy piwie i wyprostować wzajemne relacje.

merrid
Gość
merrid

To się nie wydarzy nigdy chyba… Mroczkowski nienawidzi alkoholu.

Jarek
Gość
Jarek

Bartek, Twoim zdaniem jakie intencje miał Mroczkowski, co nim kierowało jak ściągał Michalskiego z wywiadu?
I powiedz mi jeszcze czy pokazywanie gestu przez Mateusza, który ja czytam jako „Plac mi się tu należy” po strzeleniu gola na remis nie świadczy o tym, że jego myśli nie do końca są skupione na orce dla Widzewa? Dlaczego Michalski nie ma pewnego placu, skoro jest taki zajebisty? Myślisz, że Mateusz nie odbije się od pierwszej ligi jak od ściany, skoro nie rządzi w 2 lidze?

Domin
Gość
Domin

Trener Mroczkowski ma jakiś problem, nie do końca radzi sobie z mediami, czasami ma zakrzywioną rzeczywistość. Ja byłem trochę przerażony wywiadem jakiego udzielił bodajże „Weszło” w którym opowiadał o jego relacjach z pracownikami w Sandecji. Chciał tam wszystkim sterować, miał jakieś dziwne loty z rzecznikiem prasowym. Pewnie to jest do odnalezienia w sieci, ale od początku budziło to mój niepokój.

Wario
Gość
Wario

Problemem Widzewa nie jest Michalski ściągnięty z wywiadu. Problemem Widzewa jest fakt iż nie nadaje się on do trzeciego poziomu rozgrywkowego w Polsce. Widzew to klub Ekstraklasy, klub który musi toczyć bitwy o Anglie, zdobywać największe twierdze z krwią na ustach i koszulkach całych w błocie. Trener Mroczkowski sfrustrowany, tak jak wszyscy związani z Widzewem ludzie, faktem gnicia w tak żałosnym miejscu jak II liga po równie żałosnym meczu w wykonaniu swoich podopiecznych najzwyczajniej w świecie powiedział na głos to o czym pomyślało wielu. „Ten mecz jest jak porażka, z ogórami, a z tego zaraz zrobią bohatera bo strzelił przeciwnikowi… Czytaj więcej »

CZYTAJ INNE:

Z deszczu pod rynnę?

Stało się. Po wczorajszym meczu napisaliśmy, że mamy dość i jak się okazało - nie byliśmy w tym osamotnieni, bo...

… wszyscy, ale najpierw trener

"Mamy k*rwa dosyć". Przed oczami widzę transparent tej treści kibiców Lecha Poznań z ostatniej kolejki ubiegłego...

Zapobiec pobudce z ręką w nocniku

Praktycznie do końca marca karuzela trenerska się nie kręciła. Ten spokój trwał do zwolnienia Adama Nawałki, następnie...

Skończmy już ten toksyczny związek

Widzew to emocje. Widzew to centrum wszechświata. Widzew to nierozłączny element życia każdego z nas. Widzew powoduje,...

Oczy bolą, serce krwawi

Liczby są bezwzględne, ale nie kłamią i nie da się im zarzucić stronniczości. Dziesięć meczów, jedno zwycięstwo - w...