Marketing, czyli co „leży i kwiczy”?

Ostatnie dni lutego stoją pod znakiem oczekiwania na mecz z Gryfem oraz odliczaniem godzin do wyboru nowego prezesa. Nie ma co się dziwić – wszyscy tęsknimy za ligowymi emocjami, tak samo chcemy, jak najszybciej poznać nazwisko osoby, która będzie rządzić klubem. Na drugi plan zostały zepchnięte inne sprawy, które też są niezmiernie ważne.

Mowa zwłaszcza o szeroko pojętym marketingu. Ten, mam wrażenie, istnieje tylko teoretycznie. I nie mówię tylko o marketingu realnym, ale również tym wirtualnym, jak wszelkiego rodzaju Social Mediach. Zwłaszcza to ostatnie „leży i kwiczy”, choć aktywność na portalach typu Twitter jest moim zdaniem niezbędna, by zwiększać wszelkiego rodzaju „zasięgi”, które potencjalnych sponsorów najbardziej interesują.

Jednak zacznijmy od tego, co dobre – jedną z ostatnich (jedyną?) akcji, która spowodowała u mnie efekt „WOW” była wysyłka piwa „Robotnicze” do dziennikarzy. Z tego, co się dowiedziałem, jednym z głównych pomysłodawców tej akcji był Andrzej Klemba. Muszę oddać cesarzowi co cesarskie – małym nakładem sprawił, że informacja o prezencie pojawiła się u wszystkich czołowych dziennikarzy. Ba, po tej akcji w stronę klubu popłynęło wiele ciepłych słów i życzenia szybkiego powrotu do elity. Innej tak spektakularnej akcji nie pamiętam.

Pojawianie się w mediach głównego nurtu w większości zawdzięczamy nam, kibicom. Kolejne rekordy sprzedaży karnetów, wszelkiego rodzaju komplementy po wizycie w „Sercu Łodzi” to nasza sprawka. Co ważne, ciepłe słowa o tym, co dzieje się przy Piłsudskiego, pojawiają się przy każdej, nawet przypadkowej wizycie. Piotr Wąsowski, dziennikarz Weszło FM, był tak zachwycony naszym dopingiem, że nagrał krótkie wideo, w którym komplementuje to, co zobaczył podczas nagrywania programu „Stadionowe Rewolucje”. Takich przykładów można wymieniać więcej, bo choćby Andrzej Twarowski, który oglądał z trybun mecz Widzew – Lechia Tomaszów Mazowiecki, zachwalał to, czego doświadczył na trybunach (inną sprawą jest to, że wtedy piłkarze poziomem sportowym nie zachwycili).

Kolejną słuszną inicjatywą, która jest kontynuowana, są transmisje spotkań Widzewa w kinie Helios. Mobilizacja kibiców, by oglądali spotkania wyjazdowe w większej grupie (tyczy się to tych osób, które z różnych względów nie jeżdżą na wyjazdy), zawsze będzie procentować – nawet jeżeli efektów finansowych nie będzie od razu widać, to z czasem nowe znajomości mogą skutkować większymi wydatkami na stadionie, w widzewskim pubie czy zapraszaniem nowych osób na „kinowe” mecze, by za jakiś czas ściągnąć je na stadion. Co prawda, nie miałem tu efektu „WOW”, jednak nie da się ukryć, że warto pielęgnować naszą współpracę z kinami Helios.

Ok, mamy dwie akcje. Co dalej? No właśnie, mam wrażenie, że nic. Czasami wydaje się, że klub jakby odpuścił kwestię marketingowe z racji tego, że wszystko co dobre – robią kibice. Nawet jeżeli nie ma takiego myślenia, to widać, że to kibice napędzają zasięg klubu. Często są to działania w obrębie miasta czy też województwa, wykonywana jest przez Fan-Clubowiczów duża praca w promowaniu Widzewa. Co ważne, nie jest to łatwe, biorąc pod uwagę ograniczoną ilość miejsc na stadionie. Ba, jest to bardzo trudne, jednak udaje się organizować autobusy z młodymi kibicami, którzy mogą chłonąć atmosferę stadionu przy Piłsudskiego. Tytaniczną pracę kibiców Widzewa należy szanować tym bardziej, że często wycieczki do „Serca Łodzi” są organizowane z bardzo odległych miejsc Polski.

Oczywiście, klub w tym również pomaga, jednak trzeba pamiętać, że jest dużo kibiców, którzy z różnych względów nie mogą pojawiać się w Łodzi. I tu jest chyba duże pole do poprawy, bo mam wrażenie, że Ci kibice są zostawieni sami sobie. Już abstrahując od pomysłów, które gdzieś się pojawiały (zniżki dla kibiców, którzy dojeżdżają z odległych miejscowości, rabaty w sklepie itp.), brakuje aktywizacji tych fanów. Co prawda z informacji, które do mnie dochodzą, za jakiś czas ma ruszyć projekt Widzewskiej Sieci Scoutingowej (oby osobą koordynującą ten projekt był człowiek, który jest w obrębie zainteresowania klubu), jednak to będzie zdecydowanie za mało. Brakuje akcji organizowanych przez klub, które propagowałyby Widzew na terenie województwa czy też Polski. Nie chodzi tylko o spotkania z piłkarzami, ale również „festyny” z atrakcjami dla dorosłych, jak i dla dzieci.

Podam przykład ligi luksemburskiej, którą się interesuję – kluby mają tam problem z zapełnieniem stadionu, dlatego też organizowane są cyklicznie różne akcje, które mają reklamować dany klub w regionie. Przykładowo Differdange (grał tam Florent Malouda) organizuje imprezy tematyczne, które skierowane są do całych rodzin. Przed ostatnią zimową kolejką w piłkę z dziećmi grały mikołaje i elfy, klubowy Święty Mikołaj rozdawał pamiątki związane z Differdange, starsi mogli napić się grzańca, który był podawany w termicznym kubku w barwach klubu. Festyn odbywał się w dniu meczu i jak sami przyznali włodarze luksemburskiego klubu, sprzedaż pamiątek była na rekordowym poziomie (frekwencja również była jedną z wyższych w sezonie). Takie same imprezy odbywają się przed Wielkanocą, w pierwszy dzień wiosny itd.

Ktoś może powiedzieć: „ale my nie mamy problemu z zapełnieniem stadionu”. Owszem, my mamy problem z kibicami, którzy na tym stadionie się nie pojawiają. Klub musi pamiętać, by zarówno dbać o tych fanów, którzy regularnie wspomagają piłkarzy Widzewa, jak i dbać o tych, którzy się nie pojawiają. Zapominanie o tych drugich może sprawić, że potencjalni kibice mogą stać się kibicami kanapowymi i nie da się ich już zmobilizować. A to są pieniądze, które mogą uciec Widzewowi między palcami.

A gdyby takie festyny połączyć z promocją WOWP w „widzewskich” miastach, zrobić mecze pokazowe naszej młodzieży, pokazywać ich rozwój? Pokazać młodzieży, że gra w Widzewie nie jest tylko marzeniem, ale czymś, co może się wydarzyć? Rodzicom udowodnić, że warto zrobić przelew symbolicznego 19,10 zł na akademię? Czy nie można byłoby zorganizować konkursów z nagrodami w postaci wyprowadzenia piłkarzy na murawę, zniżki na zakupy w oficjalnym sklepie, biletów dla całej rodziny? Niech Widzew wyjdzie do ludzi!

Swoją drogą, przykład Differdange, jak i innych klubów występujących w lidze luksemburskiej, odnosi się jeszcze do jednego problemu – dnia meczowego. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że kibice Widzewa muszą sami organizować sobie zajęcia wokół meczu. W ostatnich latach ograniczyło się to do skorzystania z ogródka piwnego lub odnalezienia miejsca, w którym można porozmawiać i wypić pewien chmielowy napój. Oczywiście były wyjątki, jednak było ich bardzo mało. Nie oszukujmy się – ogródek piwny to ukłon w stronę starszych fanów, jednak dobrze byłoby, gdyby młodsi kibice mieli miejsce, w których również znajdą coś dla siebie.

Miałem ten akapit poświęcić filmom oraz grafikom, które pojawiały się na stronie, jednak tutaj widzę progres. Ostatnia produkcja pokazuje, że można nagrać bardzo dobry film, w którym od początku do końca widać pomysł.

Dodatkowo nowym koordynatorem WidzewTV został Arek Stolarek, więc warto poczekać na rozwój klubowej telewizji. Grafiki na oficjalnej stronie stają się coraz lepsze, również dzięki pracy Adika, więc tu też wstrzymam się ze swoją oceną, choć na pierwszy rzut oka, wszystko wskazuje, że obie płaszczyzny idą w dobrym kierunku.

Ok, teraz Twitter (Facebooka odpuszczam, bo mam wrażenie, że to „pusty” portal, ale mimo wszystko korzystać z niego trzeba). Zacznijmy od faktów. Lechia Gdańsk – 34,5 tysiący obserwujących. Wisła Kraków – 35,2 tys. Korona Kielce – 16,7 tys. Jagiellonia – 21,8 tys. Podbeskidzie – 10,7 tys. Widzew – 7 tysięcy obserwujących. Nie wpisałem Legii czy Lecha, bo ich liczby są chwilowo poza naszym zasięgiem. Jeszcze jedno porównanie – WidzewToMy – 5155 obserwujących. Serwis kibiców ma raptem 1,5 tysiąca kibiców mniej niż oficjalny serwis. Dlaczego tak jest?

Chwilowo Twitter dla Widzewa to platforma, w której podawane są w większości suche informacje, które można znaleźć na oficjalnej stronie klubu. Oczywiście nie jest to samo w sobie złe – gdyby innych interakcji było dużo więcej. Nie ma na widzewskim Twitterze materiałów, które byłyby ekskluzywne, trafiałyby do kibiców piłki, nie tylko kibiców Widzewa. Tak jak wspomniałem – ostatni materiał WidzewTV daje nadzieję na lepsze jutro, jednak dobrze by było, by również treści pisane, które są wstawiane na TT miały w sobie coś więcej, niż suche informacje (nie wspominam tu już o kontakcie z kibicami).

Rzecz jasna nie oczekuje, by na klubowym Twitterze pojawiały się swego rodzaju szpilki czy klimatyczne wpisy (nie każdy jest Romą, Borussią Dortmund czy Zenitem), bo to trzeba umieć i „czuć”, jednak używanie TT do samego przekazywania klubowych info jest marnowaniem potencjału tego portalu.

Swoją drogą, chyba u nas po raz pierwszy spotkałem się z sytuacją, gdzie oficjalne konto cytuje rzecznika, a nie na odwrót. „Świat stanął na głowie i tańczy breakdance”.

Czy to, co dzieje się na Twitterze i FB ma wpływ na pozyskiwanie sponsorów? Otóż ma. Jeżeli spojrzymy na to, jak bardzo wszelkiego rodzaju firmy patrzą na zasięgi reklam, wpisów czy interakcji, to tracimy na wstępie rozmów kilka argumentów (na całe szczęście nie wszystkie). Jak wyjść z tego marazmu? Na pewno nie kupowaniem obserwujących, bo możemy skończyć jak Legia, z wynikiem 9% prawdziwych followerów przy 45% fake’owych. Widzew wygląda pod tym względem lepiej (32% „jejkowych” kont), choć trzeba pamiętać, że na te procenty (zarówno u nas, jak i w Legii) wpływają konta tzw. spamowe, które obserwują wszystko co się da, licząc na „Followback”. 21% prawdziwych fanów Widzewa jest wynikiem niezłym, zwłaszcza że część kont nieaktywnych to osoby, które regularnie się logują, natomiast raczej obserwują aniżeli wchodzą w interakcje z innymi użytkami tego portalu.

Klub musi zmienić sposób użytkowania z portalu. Brakuje dobrych, długich wywiadów, które pojawiały się na początku funkcjonowania klubu. Brak sensownych interakcji, które powodowałyby, że ludzie niezwiązani z Widzewem kliknęliby „Follow”. Dużo pracy przed widzewskim działem marketingu, choć przecież wiele rozwiązań jest podanych przez fanów na tacy. Na forum eWidzew.pl już kilka razy pojawiały się prośby, by przy każdej możliwej okazji, pojawiały się informacje o subskrypcji profilu na FB oraz TT (porada za darmo). Oczywiście nie mówię, żeby wymieniać dział marketingowy, ale może warto zatrudnić stażystów, którzy mają czucie „nowoczesnych” mediów i dać im się wykazać? Nie tylko czegoś się możemy nauczyć (a uczyć się trzeba!), ale i może znajdziemy talent marketingowy, którego w przyszłości zatrudnimy?

Osobną kwestią jest oficjalny sklep klubowy. Wchodząc na stronę, pokazuje się wielki nagłówek: „Bluzy idealne na zimę”. Patrzę na kalendarz, patrzę na nagłówek i coś mi się nie zgadza… Przejrzałem co prawda zarówno promocje, jak i pozostałe działy, ale ogólnie wygląda to tak, jakby od jesieni nic nie działo się w sklepie. A chyba tak nie jest, prawda?

Drodzy Kibice, bardzo się cieszę, że jesteśmy siłą Widzewa. Nie tylko na trybunach, ale też w internecie. Robimy coś, co powinien robić klub i robimy to za darmo, często nawet o tym nie wiedząc. Trzymam kciuki, by klub rozwinął się marketingowo i jeszcze bardziej wykorzystał nasz potencjał – bo tak zaangażowanych fanów, na każdej płaszczyźnie, od scoutingu do marketingu – nie znajdziemy nigdzie indziej.

ŁUKASZ KARPIAK

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Rysio Pysio Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Rysio Pysio
Gość
Rysio Pysio

Brawo. Tekst bardzo potrzebny. Mam nadzieje, że portal znajdzie wielkie uznanie i poczytność w środowisku. Konstruktywnej krytyki nigdy dość. Nawet jeżeli wszyscy wokół pieją pieśni chwalebne, trzeba otwarcie mówić o swoich słabych stronach