Bigos na trybunach i „panowie piłkarze”

Ostatnie spotkania sprawiają, że na piłkarzy Widzewa spada słuszna krytyka. Nie ma co się dziwić – w wyścigu ślimaków jesteśmy winniczkiem, który powoli doślizguje się do awansu. Co pokazują ostatnie dni, krytykować też trzeba umieć.

(Z góry przepraszam, natężenie wulgaryzmów może być duże, ale to już nie moja wina…).

Cofnijmy się w czasie. Widzew w ostatnich latach zaliczył trzy spadki: dwa z ekstraklasy, jeden z pierwszej ligi. Delikatnie rzecz ujmując, nie było w klubie dobrze, jednak zawsze można było liczyć na kibiców. Spadamy z ekstraklasy? Jedziemy z oprawą „Czy wygrywasz, czy nie” i cały mecz godnie żegnamy najwyższą klasę rozgrywkową oraz piłkarzy, którzy mimo wszystko nie dali nam utrzymania. Rok później jedziemy do Grudziądza, pokazujemy dobrą zabawę, mimo że wiemy, że zaraz klubu może nie być.

To były ciężkie czasy dla wszystkich związanych z klubem. Dwa lata bez wyjazdowego zwycięstwa, a mecze u siebie też ciężko się oglądało. Pamiętam wyjazd na Zagłębie Lubin, prowadziliśmy po bramce Visniakovsa, przegraliśmy 3:1. Piłkarzy pożegnała cisza. Cisza, która często boli bardziej niż jakiekolwiek słowa. Tak samo było po wyjazdach na Śląsk i Zawiszę. My, jako kibice, robiliśmy swoje 90 minut, po meczu nie dziękowaliśmy za grę, nie śpiewaliśmy „Widzew grać…”. Cisza. Nie wiem, czy kiedyś na was wasze drugie połówki stosowały taką metodę – zamiast głośniej awantury, cisza i spokój. Uwierzcie, boli to bardziej, niż wysłuchiwanie krzyków.

Na jednym z tych spotkań prowadzący doping powiedział bardzo mądrą rzecz: „Chcecie ich krytykować to krytykujcie. Nie wyzywajcie ich, a krytykujcie. Wyzywaniem im nie pomożecie”.

Kutno, czasy Reaktywacji, Puchar Polski. Dla miejscowego Fan Clubu święto: Widzew przyjeżdża na mecz o „coś”, nie na żaden sparing. Przygotowana oprawa, przemarsz przez miasto. Dla mnie, chłopaka z Kutna to też szczególny mecz: biorę wolne i jadę w swoje strony, by móc w tym święcie uczestniczyć. Niestety, w słabym stylu Widzew przegrywa i odpada z Pucharu Polski. Po meczu pod sektor przychodzą piłkarze. Słyszą wiele cierpkich słów. O swojej grze, o naszych oczekiwaniach. Nie ma personalnych ataków, nie ma wyzwisk. Konstruktywna, mocna, męska krytyka. Piłkarze schodzą do szatni i słyszą „Czy wygrywasz, czy nie, ja i tak kocham Cię”. Wszyscy się odwrócili i nam podziękowali za tę pieśń – za to, w moim odczuciu, że po krytyce i tak im pokazaliśmy „panowie, macie nasze wsparcie, tylko chcemy widzieć poprawę”.

Poprzedni sezon, runda rewanżowa. Franz popełnia błędy, choć jego drużyna jest liderem tabeli. Gra nie porywa, jednak punkty są ciułane, Widzew rozdaje karty w grze o awans do II ligi. Mamy wszystko we własnych nogach. „Smuda zagrzybiały buc”, „trenerskie gówno”, „niech spierdala staruch”. Zalew inwektyw. Wyzywamy człowieka, dzięki któremu część z nas pamięta ostatnie sukcesy Widzewa, może część z tych wyzywających dzięki „Franzowi” jeździ na Widzew, bo jego ojciec zakochał się w bandzie Smudy.

„Przyszedł staruch po hajs, gdzie był, jak graliśmy na pastwiskach”. Franz dwukrotnie wracał do nas, gdy nie było ciepłej wody na Widzewie, prąd był losowo (jak nie zapomnieli odciąć, to był). Rzucał wszystko i starał się ratować ekstraklasę dla Widzewa. Dwukrotnie.

Łódź, po meczu Widzew – Pogoń Siedlce. „Szkoda, że kibic nie dopadł Wolańskiego, byłby symboliczny łomot dla całej drużyny. Zero szacunku dla tych nygusów”. „Gwiazdeczki pierdolone” „pierdolone żelusie” „Frajerzy jebani zabrać im koszulki i po ryja będą dostawać tak jak dzisiaj” (Komentarze z oficjalnego FanPage Widzewa, pisownia oryginalna).

Krytyka jest potrzebna w każdym aspekcie życia. Zdrowa, uzasadniona – sam wychodzę z założenia, że nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej, więc za każde słowo krytyczne jestem wdzięczny. Czy krytyka piłkarzy Widzewa jest potrzebna? Oczywiście, że tak. Patrząc na serię remisów, nie tylko potrzebna, ale i uzasadniona. A że stadion to nie teatr, to wiadomo, że często padają mocne, żołnierskie słowa. Po prostu – słowa krytyki zmieszane z wulgaryzmami. Mówione w emocjach. Proste, dosadne, z jasnym przekazem.

Piłkarze na taką krytykę nie powinni się obrażać, bo nie oszukujmy się, ostatnimi czasy nas nie rozpieszczają. Wiadomo, sami są na tym stratni (koło nosa przechodzą im premie za zwycięstwo), więc tym bardziej – dbając o stan ich portfela! – powinniśmy przypomnieć im jakiej gry oczekujmy. Choć oczywiście przede wszystkim chodzi o Widzew – chcemy, by w naszym klubie była jakość, nie jakoś. Chcemy awansów, jesteśmy spragnieni gry o najwyższe cele, więc przypomnienie piłkarzom o oczekiwaniach, jakie mamy w stosunku co do nich, są jak najbardziej potrzebne. Czy to w trakcie meczu, zarzucając słynne „Widzewa grać, kurwa mać” zamiennie z „Walczysz, Widzew walczysz”, czy też po jego zakończeniu, gdy nadużywając słowa oznaczającego po włosku „łuk, zakręt”.

W emocjach często mówi się za dużo. Gdy emocje są podlane napojami procentowymi, często puszczają hamulce. Mam wrażenie, że od pewnego czasu części kibiców hamulce puściły permanentnie i nic nie zapowiada się, by sytuacja mogła się zmienić.

Jakiś czas temu, jeszcze w okresie panowania i rządzenia na ławce trenerskiej Franciszka Smudy, napisałem tekst o opluwaniu legend. O tym, że w czasach gdy inne kluby dbają o swoje legendy, i ich bronią, jakie by one nie były, to u nas odbywają się zawody: kto zbierze największą flegmę. Opluwany był Franz, dostawał swoje Łapiński, od czasu do czasu zebrał Boniek. Nie mieliśmy litości dla nikogo. Powtórzę jeszcze jedno zdanie: „Tak bardzo uwierzyliśmy, że Widzew to My, że zapominamy o szacunku do ludzi, którzy ten Widzew tworzyli”.

Nie jestem w stanie wskazać momentu, w którym puściły hamulce. Mogę przypuszczać, że brak zdecydowanej reakcji na wyzywanie Smudy, Łapińskiego sprawiło, że towarzystwo się rozbrykało. Dodatkowo dochodzi anonimowość w internecie oraz „wolność słowa”, na którą się powołują ludzie, gdy są „cenzurowani”.

Najdziwniejsze jest to, że ci w większości anonimowi internauci, zakryci pod jakimiś dziwnymi ksywami, oznaczają piłkarzy, ubliżając im w każdej możliwej chwili. Nadrabianie męskości?

Jeżeli doszliście do tego momentu – spokojnie, skrytykuje również piłkarzy. Ale jeszcze trochę, poczekajcie.

Gorzej sprawa się ma z ubliżaniem słownym. Mam wrażenie, że brakuje nam edukacji na trybunach. Oczywiście, sam jestem zły na piłkarzy, bo jak nie być, gdy mają taką, a nie inną serię. Jednak używanie inwektyw, obrażanie piłkarzy i ich rodzin, to serio, patologia. Zdecydowana większość kibiców tworzy niesamowitą atmosferę, która po meczu, zostaje zbrukana przez kilka osób, którzy dla poklasku, używają najdziwniejszych kombinacji wyzwisk i bluzgów.

„Wypierdalaj do Zabrza”, „Skurwysyny”, „Pedały” – nic nie ma to wspólnego z krytyką, tylko jest lżeniem piłkarzy, którzy biegają w koszulkach z najpiękniejszym herbem na piersi. Może nie robią tego dobrze, ale to jednak piłkarze, którym po krytyce trzeba pokazać: jesteśmy tutaj z wami, razem walczymy po awans. Za brak osiągnięcia celu was rozliczymy tak jak i zarząd, a teraz dupy w troki i zapierdalać na boisku. Wyrzucanie kanistra gówna w żaden sposób nie pomaga, wręcz przeszkadza. Nie ma to nic wspólnego z krytyką, jest to tylko ulżenie swojej frustracji – czy to rosnącej w trakcie meczu, czy to przynoszonej z domu, bo ktoś np. pożarł się z żoną. Zresztą, nieważne dlaczego – takie sceny jak po meczu z Pogonią, czy takie teksty jak na FP oficjalnej strony są niedopuszczalne. (Nie cytowałem komentarzy z Widzewiaka czy WidzewToMy, bo to bez sensu, szkoda waszych oczu).

Istnieje jakieś przeświadczenie u tej wąskiej, ale jakże głośniej grupy, że kupując karnet mogą zrobić z piłkarzem co chcą, bo są współwłaścicielami klubu. Jakież to błędne przeświadczenie, które nawet w teorii jest głupie. Gdyby mój szef lżył na mnie, rzuciłbym jednymi papierami, a drugie zaniósł do sądu – w sprawie o mobbing i znęcanie się słowne. Nie raz krytykowano mnie w pracy – takie życie, zdarza się. Nigdy jednak nie przekroczono granicy inwektyw i lżenia – może robiono to, gdy mnie już nie było w dyrektorskim pokoju – nie wiem, ale nie obchodzi mnie to.

Zaraz pewnie ktoś napisze – to niech rzucą papierami. Niestety dla nas, piłkarskie środowisko jest dosyć wąskie, większość piłkarzy ma ze sobą kontakt, rozmawiają na temat kibiców. Skończyłoby się to tym, że każdy by zachwalał atmosferę na stadionie w trakcie meczu i mówił, że po spotkaniach zaczyna się wolna amerykanka.

Pierwsze rozpalone głowy już sugerują jakieś liście – jeżeli nie daj Boże, faktycznie tak się stanie, to się skończy Widzew, na jakim się wychowałem. Widzew, który wymagał, potrafił krytykować, ale wspierał piłkarzy do samego końca. W imię pieśni „Czy wygrywasz, czy nie”. A że w innych klubach sprzedają liście? Z tych klubów nie dawno sami się śmieliśmy. Nie bierzmy złych przykładów, tylko dobre – przykładowo jak zbudować solidny zespół, który walczy o awans do ekstraklasy za zdecydowanie mniejsze pieniądze.

Szkoda, że osoby, które podczas ostatniego meczu postanowiły zrobić sobie konkurs obrażania piłkarzy nie zauważyły, że obok są małe dzieci, które po prostu bały się agresji, która była w kibicach. Agresji skierowanej do własnych piłkarzy.

Ostatni akapit dotyczący „bigosu” i lecimy do piłkarzy. Nie chcę, byście odczuli, że krytykuje wszystkich fanów. Nie, bo sam będąc na stadionie uwielbiam to, co robi zdecydowana większość z nas – atmosferę, którą zachwyca się cała Polska. Proszę tylko o edukację gorących głów – by nie psuć tego, co jest budowane przez praktycznie cały stadion.

Spotkanie z Wisłą Kraków, przegrane 1:3, czasy Cacka. Klub pogrąża się w marazmie, delikatnie dryfuje ku spadkowi. Po meczu piłkarze podchodzą pod „Zegar” i dziękują za doping. Kilku pijanych zaczyna lżyć piłkarzy. Szybka, bez siłowa interwencja kilku osób i zamykają się na chwilę. Gdy opuszczamy stadion, zaczynają krytykować piłkarzy. Krytykować, nie „skurwysynić”.

Polonia – Widzew, III liga. Po raz kolejny ważny mecz dla kutnowskiej społeczności – jubileusz Fan Clubu. Mecz, jak każdy pamięta, tragiczny. Gra na stojąco, a ruchu tyle, że ciężko się spocić. Widzew w delikatnym kryzysie, oczy bolą od patrzenia na ten spektakl. Po spotkaniu kibice odbywają rozmowę z piłkarzami. Taką w granicach normy – trup ścieli się szeroko, ale nie ma inwektyw – w granicach szacunku do drugiego człowieka. Na początku wyrywa się Patryk Wolański, który krzyczy „To jego wina, jego obwiniajcie za naszą grę” (podmiot liryczny ma na myśli Franciszka Smudę). Gdy ktoś słusznie zauważa „To Smuda kazał wam pozorować grę?” Sebastian Zieleniecki daje sygnał do odejścia od jednych kibiców i podchodzi do drugiej części sektora gości. Tam kibice śpiewają „Czy wygrywasz, czy nie”. Po chwili Sebastian z kilkoma osobami wraca pod drugą część „klatki” (wtedy umieszczona pod dachem, przy sektorach gospodarzy” i mówi – oni nas nie krytykują. Ręce opadają.

III liga, mecz u siebie. Po serii słabych wyników i pomeczowej krytyki Widzew wygra mecz. Nie było to spotkanie największych lotów, bardziej kopanina, która zakończyła się zwycięstwem. Piłkarze dziękują za doping ze środka boiska i udają się do szatni. Zaniechana jest tradycja, z podejściem pod „Zegar”. Powód – krytyka po ostatnich występach. Miała to być lekcja dla piłkarzy za krytykę po m.in. remisie z Lubawą.

Czy Wy jesteście poważni?!

„Panowie Piłkarze” – nie wiem czemu, ten termin czasami mi się podoba, czasami irytuje. Ale coś w tym jest. Części tego zespołu nie da się lubić. Mam wrażenie, że w tej szatni jest kilku piłkarzy, którzy za każdy przejaw krytyki albo się obrażają, albo pyskują. Tak jak nie można akceptować lżenia na swoich piłkarzy, tak trzeba na klatę przyjąć krytykę ludzi, którzy cały mecz zdzierali gardło i chcieli pomóc zawodnikom swojej drużyny. Zwłaszcza że krytyka (czy też męska rozmowa, jak zwał tak zwał) nie pojawia się po pierwszym nieudanym występie, tylko po serii tragicznych wyników. Więc po co wdajesz się w pyskówki? Może warto czasami wysłuchać kilku cierpkich słów i zastanowić się, czy kibic nie miał racji. A że używał zamiast przecinka słowa na „K”? Ciężko nie nadużywać po serii siedmiu remisów.

Nie wiem dlaczego, ale jest tylko kilku piłkarzy, którzy po meczu potrafią odpowiedzieć na krytykę spokojnie, rzeczowo. Nie nadymają się, nie obrażają, tylko rozmawiają. Nie trzeba mieć wykształcenia psychologicznego, by wiedzieć, że takie zachowania uspokajają zdenerwowaną osobę, bo widać, że rozmawiasz z osobą, której się chce. Tak wiele, a tak naprawdę niewiele.

Choć tu stanę w obronie Wolsztyna – oczywiście nie powinien rzucać się do kibica, ale z drugiej strony – jak byście Wy zareagowali, gdybyście musieli wysłuchiwać inwektyw dotyczących Ciebie, cnoty waszych rodzicielek i kilku pokoleń wstecz. Przeszlibyście biernie? Wątpię.

Piłkarze obrażali się na „Widzew grać, kurwa mać”. Nie rozumiem dlaczego – jeżeli od kilku spotkań nie widać poprawy gry, to można w czterech słowach wyrazić prośbę, o lepszą grę. A że użyto wulgaryzmu? Oj oj oj… Stadion to nie teatr, co słusznie wszyscy zauważają, więc jeżeli ten okrzyk was bulwersuje to, cóż, nie oglądajcie telewizji po dwudziestej, nie grajcie w gry komputerowe i przy okazji postarajcie się grać – to nie usłyszycie tych okropnych przekleństw.

Niestety, ale obrażaniem się, pyskowaniem, część piłkarzy wytworzyła wokół siebie niekorzystną aurę. Dlatego tak dobrze przyjęło się określenie „Panowie Piłkarze”. Sami zachowywali się, jakby byli ponad klub, jakby ujmą dla nich było usłyszenie krytyki. Mam wrażenie, że tych kilku piłkarzy, którzy najbardziej się do tego przyczynili, nie odkręcą już tej łatki, która do nich przyległa. Po prostu nie. Porównując przykładowo, zachowanie Mąki, który zawsze spokojnie rozmawia z kibicami, z zachowaniem Sebastiana Zielenieckiego… Nie da się tego porównać.

Ostróda, ostatnia kolejka III ligi. Widzew po horrorze wygrywa spotkanie i awansuje do II ligi. Radość piłkarzy i kibiców trwa długo, wszyscy na moment zapomnieli o tym, jak różnie się układało pomiędzy nimi. Wszyscy przez tę chwilę cieszą się z upragnionego awansu. Chciałbym powtórki za kilka kolejek, a potem czas rozliczeń z piłkarzami. Bo chyba tego zabrakło po ostatnim awansie.

Wiem, że mi się ulało, ale ten tekst zbierał się we mnie dłuższy czas. Tworzymy coś pięknego – każdy z nas na stadionie, każdy, kto przychodzi, przyjeżdża, przylatuje do „Serca Łodzi”. Uczmy lub uspokajajmy kibiców, którzy przekroczą linie krytyki, a wierzcie mi, ona nie jest cienka. Tak jak dbamy o wygląd serca Łodzi, pilnujemy porządku wokół siebie, tak pilnujmy też, by kilka rozgrzanych głów, nie zapominało, że wyzywając od najgorszych piłkarzy, kaleczą to, co było budowane przez kilka pokoleń i tworzyło historie kibiców Widzewa. Czasy się zmieniają, również zmienia się kibicowanie, bądźmy jednak wyjątkowi w tym co robimy – bo tej atmosfery zazdrości nam cała Polska.

Razem Po Awans!
Widzew Grać, Kurwa Mać!

Łukasz Karpiak

7
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
Tom87DariuszJarekAndrzejBua Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
merrid
Gość
merrid

Piękny tekst Karpiu.

Marek
Gość
Marek

Karpiu, zgadzam się. Granica już została przekroczona. Moim zdaniem łączy się to z ogólnym upadkiem obyczajów i ‚skurwienia’ społeczeństwa i będzie ciężko z tym walczyć. Do tego stadion zawsze przyciągał patologie a ona, mam wrażenie z każdym rokiem jest coraz większa.

Bua
Gość
Bua

Podpisuję się rekoma i nogami. Kibice za obrażanie piłkarzy WIDZEWA sami powinni wyłapać na ryj. Mówię o obrażaniu, a nie krytyce bo tam się im NALEŻY. Oczywiście abstrahuje od tego, że części zawodników już nie chciałbym oglądać w koszulce naszego klubu i do tego dojdzie. Ale po sezonie! A nie teraz jakieś sądy na własną rekę .

Andrzej
Gość
Andrzej

Tekst zacny . Tylko do patoli niestety nie dotrze…

Jarek
Gość
Jarek

Chodze na Widzew od 1987 roku , zawsze wspieram i będę wspierał pilkarzy i klub , sam jestem w piłce bo jestem trenerem ale panowie takie zachowanie jak na ostatnim meczu nie przystoi nikomu ani kibicom ani pilkarzom. Emocji było zbyt wiele , remisy i ten słaby wyścig o awans robią swoje , kibic jest od kibicowania owszem ale jak ktos płaci rok w rok za karnet to wymaga szacunku od piłkarzy bo mozna być w słabszej formie itd ale wymachiwanie łapami nie powinno mieć miejsca a tym bardziej w czasie meczu!!! Ja rozumiem Wolańskiego ze sie wkurzył bo sam… Czytaj więcej »

Dariusz
Gość
Dariusz

Łukasz uderzył w samo sedno problemu wszyscy powinni ten artykuł przeczytać i przemyśleć swoje zachowanie na stadionie jak i pisanie na FB i ubliżanie innym nie tylko piłkarzom ale też innym kibicom

Tom87
Gość
Tom87

Kiedyś taki delikwent za obrażanie piłkarzy dostał zjeby, jak zaczął pysować z tego powodu to szedł liść. Teraz jest dużo dzbanów i życiowych nieudaczników którym nawet zwrócenie uwagi nic nie da, a wręcz pogorszy sytuację. Krytyka piłkarzy jest słuszna, ale poziom jaki prezentują niektórzy na trybunach, jest gorszy niż ten na boisku.

CZYTAJ INNE:

Z deszczu pod rynnę?

Stało się. Po wczorajszym meczu napisaliśmy, że mamy dość i jak się okazało - nie byliśmy w tym osamotnieni, bo...

… wszyscy, ale najpierw trener

"Mamy k*rwa dosyć". Przed oczami widzę transparent tej treści kibiców Lecha Poznań z ostatniej kolejki ubiegłego...

Zapobiec pobudce z ręką w nocniku

Praktycznie do końca marca karuzela trenerska się nie kręciła. Ten spokój trwał do zwolnienia Adama Nawałki, następnie...

Skończmy już ten toksyczny związek

Widzew to emocje. Widzew to centrum wszechświata. Widzew to nierozłączny element życia każdego z nas. Widzew powoduje,...

Oczy bolą, serce krwawi

Liczby są bezwzględne, ale nie kłamią i nie da się im zarzucić stronniczości. Dziesięć meczów, jedno zwycięstwo - w...