Bezradność prosto z Częstochowy

Świadomie jeżdżę na Widzew od sezonu 2006/2007 i mimo wielu przeciwności losu, ta (trudna) miłość rośnie z każdym kolejnym meczem.

Dorastam razem z tym klubem. Pamiętam derby, w których bramki dla nas zdobyli Saša Bogunović oraz Andrzej Tychowski, pamiętam faule Alaina Bono, pamiętam „kółeczka” Łukasza Juszkiewicza, pamiętam niesamowitego wolnego z Zabrza w wykonaniu Josepha Oshadogana, pamiętam „pożegnanie” Marka Zuba po meczu z Polonią Bytom, pamiętam bombę Velibora Duricia, pamiętam „walkę” o europejskie puchary za trenera Michniewicza, pamiętam 5-2 ze Śląskiem, pamiętam 45 minut Fernando Arriero, pamiętam bramkę Radka Matusiaka w derbach, pamiętam podwójne mistrzostwo na zapleczu ekstraklasy, pamiętam niesamowity wyjazd do Lubina, pamiętam genialną bramkę „Cinka” w Niecieczy, pamiętam bramkę Liridona Osmanaja i zwycięstwo w Olsztynie, pamiętam ostatni mecz na starym stadionie, pamiętam upał podczas pożegnania z 1 ligą w Grudziądzu, pamiętam upadek klubu i jego odrodzenie…

Przeżyłem z tym klubem wiele dobrych i złych chwil, ale nigdy nie czułem się tak bezradny, jak po sobotnim spotkaniu w Częstochowie.

Sobota, 7:30 rano, orzeźwiający poranek, który przypomniał, że dziś wyjazd do Częstochowy. Chwilkę po godzinie 11, kilkuset kibiców Widzewa pojawiło się pod sektorem gości w Częstochowie, z nadziejami, że nie pobijemy rekordu Gwardii Warszawa z 1973 roku i nie zremisujemy po raz dziesiąty z rzędu. Wejście na sektor gości odbywało się bardzo płynnie, ale do czasu. Na sektorze widoczny był nadkomplet i działacze Skry w porozumieniu ze służbami porządkowymi zadecydowali, by nie wpuszczać nikogo więcej, a przed wejściem było jeszcze… ponad dwudziestu kibiców Widzewa z ważnymi biletami. Z tego powodu, nie prowadziliśmy dopingu przez pierwsze dwadzieścia pięć minut spotkania. Po tym czasie przypomnieliśmy jednak wszystkim w Częstochowie, że jesteśmy zawsze tam, gdzie nasz Widzewek gra.

Z każdym kolejnym nieudanym zagraniem narastała w nas frustracja, prześmiewcze teksty, zrezygnowanie, na szczęście wszystkich łączyły momenty, w których prowadzony był doping dla czerwono-biało-czerwonych. Pierwsze dwie zmiany Jacka Paszulewicza i sektor gości w szoku: „Jak można zdjąć Kato?”. Chwila konsternacji i… niesamowita radość. Rafał Wolsztyński próbował dograć piłkę do środka, jednak Mateusz Holik skierował futbolówkę do własnej bramki. Wybuch radości w sektorze gości, wybuch radości wśród piłkarzy, Rafał Wolsztyński namawiający nas do głośniejszego dopingu, każdy z nas uwierzył wtedy, że to jest ten dzień. Że znów poczujemy smak zwycięstwa.

Kolejne minuty spotkania to głośny doping, wsparcie dla piłkarzy i znów narastająca irytacja, gdy Skra przejmowała kontrolę nad wydarzeniami na boisku. 86 minuta, kapitalna sytuacja Mateusza Michalskiego i… radość w części sektora gości. Widoczność była tak słaba, że część „wiary” widziała oczyma wyobraźni bramkę na 2:0. Rozczarowanie, ale wspieramy dalej nasz ukochany klub. Mija minuta i… kubeł lodowatej wody spadł na nasze głowy. Świat dosłownie się zawalił, skumulowały się we mnie wszystkie najgorsze emocje świata. Najbardziej znienawidzone słowo „remis” znów zabrzmiało wśród sekcji wyjazdowej.

Mija chwila i piłkarze Widzewa mają nasza wsparcie. „Gramy do końca…”, „Jesteśmy z Wami…”. Czuć zrezygnowanie, ale dajemy z siebie 1910%. Zegar pokazuje doliczony czas gry, chaos w polu karnym Skry i szał radości w sektorze gości, sędzia wskazuje na wapno. Trzęsę się z nerwów, szarpię wszystkich dookoła i odwracam się plecami do murawy. (Mam taką tradycję, że przy każdym karnym odwracam się od boiska, ręce trzymam na głowie i czekam na reakcję tłumu). Słyszę gwizdek, sekunda trwa wieczność, krzyk, podnoszę ręce ku niebu i… dochodzi do mnie tona rozczarowania. Słupek. W tym momencie, mecz się dla mnie skończył. Nie miałem ochoty słuchać wyjaśnień piłkarzy, usiadłem na brudnym krzesełku i na kilka minut wyłączyłem myślenie. Powrót do domu odbywał się w grobowej atmosferze. Nie może być inaczej, gdy Twój ukochany klub sam pozbawia się miejsca premiującego awansem, nie może być inaczej, gdy o godzinie 14 w sobotę wiesz, że ten weekend jest nie do uratowania.

Bezradność. Złość. Frustracja. Nie byłem tak zły nawet za czasów „dobrodzieja” Cacka.

Zostały nam trzy mecze o wszystko i nie ma sensu rysowanie różnych scenariuszy, ponieważ ta liga śmieje się z nas mocniej niż sam Pan Hartling. Zróbmy swoje i wspierajmy Widzew w spotkaniu z Ruchem, nieważne czy będziemy na stadionie, na majówce, z rodziną, w Polsce czy na Emigracji.

Nie wiem jak skończy się ten sezon, pewnik jest tylko jeden:

„O nasz Widzewie,
nigdy nie opuszczę Cię,
zawsze będę tutaj wracał
choćby było bardzo źle…

Serca nasze z Tobą
i na dobre, i na złe
my Widzewa fanatycy
tu wychowaliśmy się!”.

AVE WIDZEW.
Radek Wilk

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Fanatykkrzysiekzawor___ Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
zawor___
Gość
zawor___

Potrzebny był ten tekst.
Irytacja jest ogromna, ale wspierać klub trzeba do samego końca.
Na koniec rozliczyć cały sezon. Bez sentymentów.

krzysiek
Gość
krzysiek

Cały problem polega na tym, że kibice w coraz większej części przestają wierzyć w dobrą wolę naszych piłkarzy. To sprawia, że tak trudno ich wspierać.

Fanatyk
Gość
Fanatyk

Cały nasz Klub zmierza do czarnej dziury. Zarząd, piłkarze, a i kibice też. Wiem co mówię. Najwyższa pora, powiem więcej, ostatnia chwila, aby się otrząsnąć i wziąć w garść. Pokora i jeden za wszystkich…tylko to może Nas uratować!

CZYTAJ INNE:

Z deszczu pod rynnę?

Stało się. Po wczorajszym meczu napisaliśmy, że mamy dość i jak się okazało - nie byliśmy w tym osamotnieni, bo...

… wszyscy, ale najpierw trener

"Mamy k*rwa dosyć". Przed oczami widzę transparent tej treści kibiców Lecha Poznań z ostatniej kolejki ubiegłego...

Zapobiec pobudce z ręką w nocniku

Praktycznie do końca marca karuzela trenerska się nie kręciła. Ten spokój trwał do zwolnienia Adama Nawałki, następnie...

Skończmy już ten toksyczny związek

Widzew to emocje. Widzew to centrum wszechświata. Widzew to nierozłączny element życia każdego z nas. Widzew powoduje,...

Oczy bolą, serce krwawi

Liczby są bezwzględne, ale nie kłamią i nie da się im zarzucić stronniczości. Dziesięć meczów, jedno zwycięstwo - w...